Link 05.09.2007 :: 16:01 Komentuj (2)

CZĘŚĆ SIÓDMA

ROZDZIAŁ 5







1. PRZEŚWIT NA ULICY PRZEMYSŁOWEJ, gdzie zaparkować miał Kruszyna, tworząc w tym miejscu centrum nielegalnej dystrybucji biletów na mecz Polska-Węgry. W tym samym miejscu swoją Warszawę zaparkował też Gienek Śmigło.



„Po kwadransie Kruszyna i Zylbersztajn wyświeżeni, o mokrych, przyczesanych włosach, pili na stojąco herbatę. — Macie tę walizkę — powiedział Merynos, podając Lowie walizkę z żółtej skóry — to na forsę. Sprawa jest prosta: bierzecie humbera i jedziecie już teraz na dół, w pobliże stadionu, bo tam zamkną wszystkie dojścia dla ruchu kołowego. Zaparkujecie wóz w tych blokach mieszkalnych na Przemysłowej, wiesz, Robert, tam jest taki prześwit i wjazd dla aut. — Znam — rzekł bez namysłu Kruszyna — wiem bez pudła. Pusto „tam i spokojnie. — To, to — rzekł Merynos skwapliwie — tam zaparkujecie. O miejscu postoju mogą wiedzieć tylko koniki i ludzie z wydziału biletowego. Będą przychodzić po bilety i stamtąd roznosić na miasto. W ten sposób urzędujecie w samym oku cyklonu.” str.699


2. ULICA MOKOTOWSKA, na której Zylbersztajn rozdał konikom jedną z partii biletów.

„— Chłopaki — rzekł Zylbersztajn do kilku koników w nasuniętych na oczy oprychówkach w bramie obdrapanej kamienicy przy ulicy Mokotowskiej — tu macie po pięćdziesiąt sztuk. Sprzedajecie teraz… — spojrzał na zegarek, dochodziła dziesiąta — po sto złotych od sztuki. Za godzinę czekam na was na placu Zbawiciela, przed kościołem. Kto sprzeda swoje, przyjdzie po nową transzę. Biletów jest od metra, nie oszczędzać, nie certować się, ładować.” str.701


3. PLAC ZBAWICIELA, POD KOŚCIOŁEM, gdzie po godzinie miał czekać na koników Zylbersztajn.




4. OKOLICE SKRZYŻOWANIA ALEJ UJAZDOWSKICH I PIĘKNEJ, gdzie było jedno z miejsc pracy koników.

„Nie dochodząc do bramy Filip Merynos spotkał Szaję. — Panie prezesie — rzekł Szaja, zasłaniając uniesionym kołnierzem od marynarki usta przed kurzem — mam tu ludzi. Co z nimi robić? — Ilu masz? — spytał Merynos. — Dużo — uśmiechnął się bezzębnie Szaja — i coraz to ciągną nowi. — Bilety dostałeś od Kruszyny? — Dostałem. — To daj pierwszej setce bilety, niech się walcują w pobliże Alei i Pięknej i niech rozrabiają. Koniki będą mogli lepiej pracować w takim bardaku, rozumiesz? — Rozumiem — uśmiechnął się poufale Szaja — globus to pan ma, panie prezesie — dodał ze szczerym podziwem.” str.702


5. SZALET NA PLACU GRZYBOWSKIM, gdzie Szaja "stał na cynku".

„Ty, Szaja, masz tam stać na cynku i nie ruszać się — wskazał ręką szalet na placu Grzybowskim — pójdziesz razem ze mną. — Dobra — rzekł Szaja. Merynos wszedł w bramę.” str. 702


6. MAGAZYNY SPÓŁDZIELNI „WORECZEK” NA TYŁACH ULICY BAGNO. To tam był ukryty obywatel Kudłaty.

„Merynos wysiadł, wyjął z auta czarny, połyskliwy kufer lotniczy z drogiej skóry i ruszył okrężną drogą przez rozbebeszone posesje i place budowy. Po chwili wkroczył od tyłu na podwórze posesji przy ulicy Bagno. Pełno tu było starego złomu szmelcowego, zardzewiałe resztki żelaznych łóżek walały się po kątach wśród zwojów niepotrzebnych, przeżartych pleśnią kabli, resztki starych karoserii samochodowych dogorywały na kikutach błotników. Kurzliwy wicher hulał wśród tego cmentarzyska, zacierając kontury kształtów tumanami rdzawego pyłu. Merynos rozejrzał się na wszystkie strony, pochylając głowę w ochronie przed wichurą: gdyby nie wiatr, byłoby tu martwo i cicho. Dotarł do budy ze starych, ciemnych desek, zdjął kłódkę i znikł za plugawymi drzwiami z napisem: „Spółdzielnia WORECZEK — Magazyny”.” str.704


7. RÓG ROZBRAT I GÓRNOŚLĄSKIEJ, gdzie Merynos zaparkował swój samochód przed wkroczeniem do akcji.



„Filip Merynos zaparkował małego wanderera na rogu ulic Rozbrat i Górnośląskiej. Zamknął starannie wóz i ruszył w kierunku Łazienkowskiej. Tu, na dole, poniżej skarpy, wicher jakby mniej dokuczał.” str.708


8. STADION LEGII PRZY ŁAZIENKOWSKIEJ 3, gdzie odbył się mecz Polska-Węgry.



„Wijąca się w dół ulica Myśliwiecka zdawała się poruszać, płynąć w stronę stadionu. Tłum był tu nieco rozluźniony, lecz bardzo liczny. — W tym coś jest — rzekł ZŁY. do Genka — masz rację. Czuję w powietrzu aferę… Gdzie to się wszystko pomieści? — dodał rozglądając się wokoło, po czym spojrzał na zegarek — godzina jest dopiero wpół do piątej. — Stadion podobno pełen po brzegi — powiedział obok jakiś średniego wzrostu facet, włączając się do rozmowy” str.714

---

Warszawski kurz...
Warszawski kurz i pył lat odbudowy…
Jeden z filozofów obliczył, że warszawiacy wdychali wtedy cztery cegły rocznie. Warszawiacy oddychali budową — nie była to metafora, lecz ciężka, zakurzona, ceglana i pylasta prawda. Trzeba zaś bardzo kochać swe miasto, by odbudowywać je za cenę własnego oddechu. I może dlatego Warszawa z pobojowiska gruzów i ruin stała się znów dawną Warszawą, wieczną Warszawą, tą samą Warszawą — mimo nowych kształtów ulic i konturów domów — że warszawiacy powołali ją do życia, tchnąwszy w jej ceglane ciało swój własny, gorący oddech.


----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 05.09.2007 :: 14:47 Komentuj (0)

CZĘŚĆ SIÓDMA

ROZDZIAŁ 4


Akcja rozdziału rozgrywa się w budynku spółdzielni „Woreczek”.

----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 23.06.2007 :: 23:37 Komentuj (1)

CZĘŚĆ SIÓDMA

ROZDZIAŁ 3


Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic


- MIEJSCA, W KTÓRYCH SZAJA WERBUJE KANDYDATÓW DO DYSTRYBUCJI BILETÓW NA MECZ POLSKA-WĘGRY:

1. CENTRALNY DOM TOWAROWY w Alejach Jerozolimskich (dzisiejszy Smyk).

2. PORT CZERNIAKOWSKI



3. PLAC KONSTYTUCJI



4. LOKAL PARADIS - ?

---

5. BAR MLECZNY NA PLACU KONSTYTUCJI, nieopodal rogu Pięknej, vis a vis kina Polonia, gdzie młodzieńcy z MDM-u wywołują bójkę z marynarzem.

”Na MDM–ie idzie szeroką ławą dziesięciu wyrostków w kolorowych koszulkach, tarasując cały chodnik (...) i po chwili, pchając się jeden przez drugiego, wtłaczają się do baru mlecznego, rozłamując kolejkę do kasy, krzyczą, wymyślają, wzbudzając zażenowanie wśród gości i przerażenie na twarzach dziewcząt z obsługi. Tuż przy kasie stoi rosły żołnierz z Marynarki Wojennej. Jeden z wyrostków usiłuje wepchnąć się przed niego. Marynarzowi nabrzmiewa żyła na smagłej szyi sterczącej krzepko z otwartego kołnierza munduru. Jednym szarpnięciem silnej dłoni wyrywa wyrostka sprzed kasy i ciska go na przeciwległą ścianę. — Żebyś się nauczył porządku, szczeniaku — mówi spokojnie marynarz. Chłopaki milkną, uspokajają się, kupią się w grupkę, szepczą coś między sobą i wychodzą z baru mlecznego. — Jak nam nie pozwalają jeść — mruczy z urazą trzymający forsę — to idź. Felek, kup dwa razy po pół! — Felek bierze banknot, w dwóch skokach przesadza jezdnię, wpada do sklepu spółdzielczego obok kina „Polonia” i po chwili wraca z wódką.” str.676


6. BARAKI ROBOTNICZE PRZY MARSZAŁKOWSKIEJ, w świetlicy których odbywa się zabawa, na której młodzieńcy wszczynają awantury. Musiały się znajdować po nieparzystej stronie ulicy, gdzie większość kamienic zburzona została w czasie wojny oraz bezpośrednio po niej. Być może między Nowogrodzką a Żurawią, gdzie do dziś znajduje się niezabudowany teren.

„Teren jest ogrodzony drewnianymi opłotkami z nie heblowanych żerdzi, zbitych w małe romby. Wprost z ulicy prowadzi brama: tandetnie wystrugane z desek i pomalowane na biało dwa słupki mają imitować kolumny, nad słupkami piętrzy się jakieś zwieńczenie z przyciętych na kształt prymitywnej zorzy patyków. Pomiędzy słupami rozciągnięty jest czerwony transparent z napisem „Przodownicy pracy dumą narodu!”, o dość sfatygowanym po licznych deszczach i słotach wyglądzie. Za bramą ciągną się rzędy nowych, pachnących świeżym drzewem i farbą baraków. Z położonego w głębi baraku dobiegają dźwięki orkiestry tanecznej.” str.677


7. RUINY JEDNEGO Z GMACHÓW W KWADRACIE ULIC MONIUSZKI-JASNA-ŚWIĘTOKRZYSKA-MARSZŁKOWSKA, gdzie odbyła się odprawa koników przed meczem Polska-Węgry. Najprawdopodobniej gmach znajdował się w pobliżu rogu Moniuszki i Marszałkowskiej.

„Oliwkowy humber zahamował obok nowego gmachu PKO na Sienkiewicza. Kruszyna wysiadł, za nim Merynos, zamykając starannie auto. Przeszli Marszałkowską na skraju największego placu w Europie do rogu Moniuszki: wokół rozciągała się ogromna przestrzeń pełna sygnałów ostrzegawczych, niebieskich i czerwonych, oraz jaskrawych lamp w głębi, przy których nocne zmiany układały asfaltową nawierzchnię wokół wielkiego wieżowca, odbijającego niebieskawo światła wieczoru swą kremową okładziną. Ulica Moniuszki była krótka, zabita parkanami z desek wokół ostatnich ruin, przeznaczonych do rozbiórki: ogromne siedziby banków, instytucji oszczędnościowych i towarzystw ubezpieczeniowych, czarne, wysokie, masywne, wznosiły tu swoje wypalone ściany za przesadnie ciężkimi kolumnadami. Lada dzień miały zniknąć, i ustępując planowej odbudowie, jak resztki symbolów finansowej potęgi z przedwczoraj. Był to jeden z ostatnich rezerwatów mroku i cienia wśród wielkomiejskiej, rozświetlonej płaszczyzny największego placu w Europie.
Merynos kopnął krzywo wiszącą furtkę i wszedł w chaos rozgruzowanego terenu.” str.682

----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 20.05.2007 :: 14:08 Komentuj (0)

CZĘŚĆ SIÓDMA

ROZDZIAŁ 2





1. ULICA STALOWA, gdzie mieści się warsztat zecera Cepurskiego, do którego Kruszyna zostaje wysłany w celu zamówienia puli fałszywych biletów na mecz Polska – Węgry.

„— Robert — rzekł wolno Merynos, spoglądając na zegarek — teraz jest godzina dwunasta. Pojedziesz na Pragę, na Stalową, do tego zecera, który nam załatwił zleceniowe blankiety. Pamiętasz który?
— Pamiętam — rzekł Kruszyna — nazywa się Cepurski.” str.648

Akcja pozostałej części rozdziału rozgrywa się w dobrze znanej siedzibie spółdzielni „Woreczek” na Próżnej oraz w sklepie Olimpii Szuwar w Alejach Jerozolimskich.

----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 20.05.2007 :: 13:50 Komentuj (0)

CZĘŚĆ SIÓDMA

ROZDZIAŁ 1


Akcja rozdziału rozgrywa się w, wspominanym już w pierwszym rozdziale części pierwszej, kiosku Ruchu Juliusza Kalodonta na Placu Trzech Krzyży i upływa na rozmowie właściciela z panem w meloniku.

----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 05.05.2007 :: 21:00 Komentuj (0)

CZĘŚĆ SZÓSTA

ROZDZIAŁ 6









1. PARK UJAZDOWSKI, w którym Kalodont spotkał się ze Złym.



„W pogodny, majowy poranek park Ujazdowski jest miejscem, w którym gości radość i wesele. Ciepłe, lecz nie palące słońce, które już tyle widziało, znów jak tyle razy i tylu pokoleniom złoci serdecznie kolorowe piłki i bąki, wiecznie uciekające przed bijącym je patyczkiem kółka, hulajnogi, taczki, kubełki, foremki, szpadelki, grabie i małe, dwukołowe rowery, na których zawzięcie pedałujące postacie z wysuniętym z wysiłku i uwagi językiem śmigają wśród rozkrzyczanej ciżby. (…) Środkiem alei wśród płowych główek, kółek, kokard na warkoczykach i hulajnóg kroczył powoli wyprostowany starzec w maciejówce i w alpagowej kurtce, z białym jak mleko wąsem na twarzy rumianej jak choinkowe jabłko, wymachujący wesoło laską i rozdający na prawo i lewo pieszczotliwe prztyczki w wilgotne noski, względnie serdeczne uszczypnięcia w hoże policzki. Starzec dobił do ławki, na której siedział mężczyzna w ciemnych okularach, i spoczął obok.” str.561


2. POCZTA GŁÓWNA U ZBIEGU ŚWIĘTOKRZYSKIEJ Z JASNĄ, skąd Olimpia Szuwar telefonowała do Marty.

„Przechodząc obok Poczty Głównej Olimpia Szuwar nie mogła się oprzeć pokusie. „Jak będzie wolny telefon, to tak — pomyślała i weszła do środka — Było mnóstwo wolnych kabin telefonicznych. — Trzeba korzystać, póki czas — upewniała się w swych zamiarach. — Gdy Witold wyjdzie ze szpitala, skończy się moja nieograniczona kontrola nad tymi sprawami. Trzeba działać. Na razie jeszcze mogę je dowolnie tasować i ustawiać, póki czas”. Znalazła w notesie numer i, wprawiła w ruch tarczę. — Czy mogę prosić pannę Majewską?” str.565


3. CENTRALNA RADA ZWIĄZKÓW ZAWODOWYCH PRZY KOPERNIKA 36/40, do której Meteor przyszedł na spotkanie ze skorumpowanym inspektorem Wcześniakiem z Działu Imprez i Widowisk, w celu odebrania puli biletów na piłkarski mecz Polska – Węgry.



„Jerzy Meteor — wyszedł z bramy swego domu po nocy źle spędzonej, pełnej koszmarów, wśród których tańczyły twarze Merynosa, Wilgi, Marty i jego własne oblicze. Na słupach ulicznych różowiały wielkie plakaty, głoszące kanciastymi, ogromnymi literami bardzo czarnego koloru mecz piłkarski Polska — Węgry. (…) Na rogu Marszałkowskiej złapał taksówkę, którą opuścił na Krakowskim Przedmieściu, przed Akademią Nauk. Wolnym krokiem ruszył w ulicę Kopernika i po paru chwilach przystanął przed gmachem Centralnej Rady Związków Zawodowych. Spojrzał z odrazą na wykute w spatynowanym brązie godło instytucji — herb pracy: obramiony kłosami młot — wszedł do środka i znalazł się w dużym, jasnym, bardzo czystym hallu.” str.567


4. KAWIARNIA NOWY ŚWIAT PRZY NOWYM ŚWIECIE 63, gdzie Meteor wstąpił, by zatelefonować do Merynosa po wizycie w Związkach.

„Meteor szybko przeszedł Krakowskim do Świętokrzyskiej i wszedł do kawiarni „Nowy Świat”. Spojrzał na zegarek: dochodziła jedenasta. Zamknął się w kabinie telefonicznej i nakręcił numer. — Panie prezesie — powiedział, usłyszawszy głos Merynosa — już. Załatwione.” str. 574


5. BAR ZIELARSKI PRZY KRAKOWSKIM PRZEDMIEŚCIU 1, do którego Wcześniak wezwał na spotkanie Meteora. Dziś w tym budynku mieści się apteka.



„— Meteor zamknął za sobą drzwi i podbiegł do telefonu. — Tu Herojewski — zawołał. — Tu Wcześniak — usłyszał szybki, nerwowy szept — niech pan zaraz przyjeżdża. Ważna sprawa. — Do pana na górę? — spytał przytomnie Meteor. — Nie — zastrzegł się pośpiesznie Wcześniak. — Gdzie by tu! Już mam! Jest taki bar zielarski koło kościoła, przy Pałacu Staszica, wie pan? — Wiem. — Tam. Dobrze? — Jestem za pięć minut. — Rzucił słuchawkę i krzyknął do Wilgi — Wóz!” str.576


6. ULICA OBOŹNA PRZY DYNASACH, gdzie Meteor z Wcześniakiem udali się w celu odbycia poufnej rozmowy.



„Wszedł Wcześniak i Meteor podniósł się. — Długo na pana czekam — rzekł ostro — chodźmy. — Bar zielarski był zbyt ciasny na poufne rozmowy. Wcześniak wyszedł bez słowa. — Nie chciałbym się kręcić po ulicy — rzekł cicho — mogą mnie zobaczyć. — Przeszli na drugą stronę Krakowskiego i weszli w Oboźną; minąwszy budynek Teatru Polskiego zeszli ku Dynasom. — Co jest? — spytał Meteor. — Wcześniak przysiadł na wystającym murku. Meteor spojrzał nań z pogardą i rzekł: — No? — Wcześniak westchnął i zaczął mówić.” str.578


7. ZGODA MIĘDZY ZŁOTĄ A CHMIELNĄ (wówczas Hibnera i Rutkowskiego), gdzie Gienek Śmigło był świadkiem potrącenia kobiety przez samochód prowadzony przez Kitwaszewskiego.

„Wyjeżdżając z Jasnej w ulicę Zgoda dostrzegł długi szereg aut osobowych, stojących za dworna trolejbusami przed trójkątnym sercem miasta — placykiem na skrzyżowaniu Brackiej, Szpitalnej i Chmielnej. Ulica była tu wąska, ruch pojazdów duży, miejsce ożywione. (…)Kątem oka Geniek dojrzał lecącą z niedozwoloną szybkością od strony ulicy Sienkiewicza buldogowatą ciężarówkę marki „Chevrolet”: jej płaska, okratowana maska mignęła w lusterku, krótki, krzepki kształt wozu wbił się w wolny pas lewej strony ulicy, gwałcąc wszelkie prawidła ruchu, po czym dało się słyszeć wycie ciągnących się po asfalcie, unieruchomionych opon, chevrolet skapotował gwałtownie, zarzucił szerokim łukiem po chodniku, rozległ się straszny krzyk, chevrolet spiął się w dziwacznym podrzucie jak koń przed przeszkodą i wyrwał, desperacko lawirując, w gęstwę ruszających do przodu pojazdów. Na bruku chodnika, pomiędzy sklepem optycznym a sklepem z bielizną, pozostał trup młodej dziewczyny o odrażająco rozrzuconych nogach.” str.592


8. HOŻA 11 – to tu w bramie Halski spotkał się ze Złym. Dziś kamienica ta nie istnieje. Musiała się jednak znajdować w miejscu szkoły widocznej na zdjęciu.



„Kalodont przybiegł po półgodzinie i rzekł, oddychając szybko: — Już. Niech pan idzie. Hoża jedenaście. Czeka na pana w bramie! — Serce uderzyło Halskiemu o żebra (…) Była to stara brama: ciemnawa i odrapana, woniejąca zapuszczoną klatką frontowych schodów, starym drzewem poręczy, kocimi odchodami. Umieszczona wysoko, słaba żarówka źle i mętnie oświetlała sklepienie, w dole snuły się poblaski padające tu z okien oficyn w podwórzu. Pogięta, blaszana skrzynka pocztowa, oszklona tablica z listą lokatorów, kilka administracyjnych obwieszczeń, odarte z farby i tynków stiuki zacierały się w mgle półokrągłego sklepienia, w głębi jaśniała czworokątna szyba mieszkania dozorcy. Odrzwia z grubego drzewa, krzywe i wydłużone, połatane były żelazną blachą, jedno ich skrzydło, zamknięte, rzucało głęboki cień na wnętrze bramy, podczas gdy drugie, otwarte, wpuszczało wątłe światła uliczne; w ten sposób wnętrze bramy rozbite było w skomplikowanej grze czarniejszych i jaśniejszych pasm i rozwidnień jak kunsztownie podzielona światłocieniem scena.” str.602


9. RESTAURACJA PRZY ULICY FRETA, do której wstąpił na obiad pan w meloniku. Mógł to być lokal znajdujący się w miejscu dzisiejszej restauracji „Pod Samsonem” (Freta 3/5), powstałej w roku 1958, czyli trzy lata po napisaniu książki, bądź też… w miejscu któregoś z innych lokali, mieszczących się obecnie przy tej ulicy. Do opisu bardziej pasuje chyba jednak ta druga alternatywa.

„Pan w meloniku szedł Szerokim Dunajem do murów obronnych, przez chaos rusztowań i sterty desek wykańczanego Barbakanu. Na ulicy Freta wszedł do małej, nisko sklepionej restauracyjki i usiadł w kącie na dość niewygodnym zydlu. Zjawił się kelner o wyglądzie chorego na śpiączkę krajowca z egzotycznych powieści, u którego pan z parasolem zamówił marynowanego śledzia i schab z kapustą.” str.618


10. ULICA NOWOMIEJSKA, na której pan w meloniku dokonał „zakupu cegły” od opryszka o pseudonimie Jumbo. Cegła kosztowała 20 zł.

„Pan z parasolem minął oparkanienie świeżych budów i wszedł w ciemny, wyboisty wąwóz Nowomiejskiej: głębi jaśniał rzęsiście oświetlony Rynek, co pogłębiało jeszcze mrok ulicy, nieporządnej i pełnej zakamarków jak zaplecze obstawionej dekoracjami sceny. — Panie — rozległ się cichy, lekko schrypły głos. Pan w meloniku odwrócił się powoli, niedbale, lecz pełen wewnętrznej czujności: głos dobywał się z wnęki wąskiego łuku okładanej głazami sieni, niezbyt dobrze widocznej spod desek, drabin, rusztowań. — Panie — powtórzył schrypły głos, tym razem bardzo blisko, tuż nad uchem — kup pan cegłę. — W tej samej chwili pan w meloniku został siłą wciągnięty między ubielone wapnem deski; ciągle nie widział postaci, która wymówiła te zastanawiające słowa, natomiast na wysokości swej twarzy, tuż przed nosem, dostrzegł pięknie opakowaną w gazetę ogromną cegłę. Jeszcze moment, a zetknięcie się cegły z jego nosem mogło nabrać cech wstrząsającego realizmu. Cofnął się odruchowo, lecz mocna dłoń trzymała go za marynarkę na plecach, dzierżąc krzepko tym chwytem całą postać. Odwrócił tedy twarz, ku osobliwemu sprzedawcy i spytał: — A co to kosztuje, ta cegła? — Z białawych ciemności rusztowań wionął oddech, dający pewne pojęcie o niedawnych przeżyciach gastrycznych kupca. — Dwadzieścia złotych — rzekł schrypły głos. — Nawet niedrogo — zdziwił się pan w meloniku; wyjął bez sprzeciwu niebieskawy banknot i podał w ciemność. — Zgadza się — rzekł schrypły głos — a to dla pana. — Słowom tym towarzyszyło serdeczne wręczenie cegły, które lekko zachwiało postacią pana w meloniku; jednocześnie poczuł, że jest wolny.” str.619


11. RESTAURACJA „POD BAZYLISZKIEM” NA RYNKU STAREGO MIASTA 5, z której wytoczył się pijany Kitwaszewski, napotykając Jumbo i towarzyszącego mu pana w meloniku.

„Na Rynku hulał wiatr ciepły, lecz nieprzyjemny: lampy kołysały się gwałtownie, wprawiając w nieustanny ruch bruki i mury. Z otwartych drzwi restauracji „Pod Bazyliszkiem” wytoczył się na ulicę wysoki, chudy mężczyzna w brudnej, siatkowej koszulce, w wytłuszczonej cyklistówce na ciemieniu i w świecących od smarów, drelichowych spodniach. Był bardzo pijany, zataczał się, lecz nie hałasował. Przy wejściu w Zapiecek zbliżył się od tyłu do pana w meloniku i kupca, po czym nagle rąbnął z całej siły tego ostatniego w plecy. Kupiec odwrócił się raptownie, gotów do awantury, lecz na widok pijanego skrzywił się tylko niechętnie, bez urazy i rzekł: — Ach ty, palancie! Aleś się uperfumował Czego chcesz, Kitwaszewski? — Ty, Jumbo, pożycz stówkę — zabełkotał niewyraźnie, lecz całkiem do rzeczy Kitwaszewski — jutro dostaniesz z powrotem.” str.622




------ TRASA POŚCIGU GIENKA ŚMIGŁO ZA KITWASZEWSKIM.

---

O, bramy warszawskie! Cóż mogę wam teraz poświęcić, ja, szukający ledwie uchwytnych cieniów kronikarz? Garść chaotycznych wspomnień. Nie z mego ołówka spłynąć mogą poważne, czcigodne o was rozprawy. Wiem tylko, że w waszym chłodnym półmroku, wśród waszych śmiesznych i pretensjonalnych sztukaterii i pseudorenesansowych gzymsów odnajdywaliśmy nasze Dzikie Pola. My, chłopcy z pięter, nasze pierwsze siniaki i pierwszą krew z nosa, pierwszy hazard i zapamiętanie w grze w chowanego, w czarnego luda, w siódemkę. Później odnajdywaliśmy na waszych ścianach pierwszy gryzący humor nieprzyzwoitych napisów, jeszcze później szukaliśmy pierwszej wiedzy o dorosłym życiu w ciemnościach waszych katów, za żelaznymi, dębowymi lub szklanymi drzwiami, poznając tam pierwszy zawrót głowy po pierwszym papierosie, pierwsze starannie skrywane obrzydzenie po pierwszym hauście wódki, pierwszą słodycz po pierwszym pocałunku. Jeszcze później byłyście świadkami, o, bramy warszawskie! naszych westchnień i wyznań, naszych werterowskich rozpaczy i zaklęć, jakich pełne były długie, nocne rozmowy po powrocie z kina czy z wieczorynki, gdy ręka długo spoczywała na dzwonku, nie naciskając go w obawie przed przedwczesną interwencją stróża — tego rozespanego Neptuna bram warszawskich, wynurzającego się z ciemnego niebytu w zbroi z kożucha. Nie zawsze też byłyście sceną lekkoskrzydłych fars wielkomiejskich i beztroskich popisów farmazonów, sprzedających w waszym cieniu sztuczne brylanty naiwnym wieśniakom. Zdarzyło się wam osłonić swoim mrokiem niejedną tragedię, niejeden błysk noża gasł w waszych odmętach, niejeden straszliwy krzyk odbił się w was echem, zagłuszając chlust kwasu solnego wyżerającego oczy niewiernego kochanka, niejeden cichy jęk osuwającej się ofiary rozległ się wraz z brzękiem spadającej na wasz bruk flaszki po octowej esencji. Aż nadszedł czas, gdy stałyście się ostatnim schronieniem w walce ulicznej, kiedy płytki wasz tunelik stanowił nieraz błogosławieństwo dla kluczącego i uciekającego przed tępą przemocą goniących zbirów. I jak wszystko w tym dziwnym mieście, tak wy, bramy warszawskie, wkroczyłyście wprost z śmieszności i nędz, w najszczytniejsze bohaterstwo bez póz, koturnów i wzniosłych słów, raczej z lekko wulgarnym krzykiem, tak jak to się czyni w Warszawie.

----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 05.05.2007 :: 14:28 Komentuj (0)

CZĘŚĆ SZÓSTA

ROZDZIAŁ 5



Akcja rodziału rozgrywa się w Szpitalu Dzieciątka Jezus między Nowogrodzką a Oczki, o którym była już mowa w rozdziale 4. części 3. Kalodont pomaga Halskiemu w ucieczce z niego.

----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 22.04.2007 :: 17:53 Komentuj (0)

CZĘŚĆ SZÓSTA

ROZDZIAŁ 4





1. KAWIARNIA „KOPCIUSZEK” na Marszałkowskiej, w pobliżu skrzyżowania z Alejami Jerozolimskimi. Mieściła się w ruinach przedwojennych kamienic, w miejscu, gdzie dziś stoją Domy Centrum. To tu Meteor spotkał się z Lową.

„Kawiarnia „Kopciuszek” przeżywała ongiś wielkie dni. Była ulubionym miejscem spotkań bohemy poprzetykanej macherami z „czarnej giełdy” oraz przyjaciółmi i przyjaciółkami artystów. Były to jednak czasy, gdy sam fakt istnienia oświetlonej i ogrzanej zimą kawiarni stanowił w Warszawie dostateczny powód do radości; czasy, gdy niektóre nocne lokale w Alejach Jerozolimskich, prowadzące latem otwarte ogródki, zdobyły sobie światową sławę księżycem wiszącym nad tańczącymi jak lampion w koronce z wypalonych murów, zawieszonych nad głowami zgliszcz, zwęglonych, pustych otworów okiennych, w których rozpięty był srebrzysty granat letniego nieba.” str.539

+ Duża część akcji tego rozdziału rozgrywa się we wspominanych już wcześniej warsztatach inżyniera Wilgi na Krochmalnej.

----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 22.04.2007 :: 16:27 Komentuj (0)

CZĘŚĆ SZÓSTA

ROZDZIAŁ 3







1. BAZAR RÓŻYCKIEGO NA TARGOWEJ, gdzie Marta udała się na zakupy i poznała Jerzego Meteora.

„Marta weszła na ciuchy bramą od strony Ząbkowskiej. „Czwartek — pomyślała z zadowoleniem — dobry dzień na zakupy. I wcześnie. Psiakość… — przypomniała sobie o koleżance, z którą się umówiła — miałam dzwonić do Ewy i zapomniałam na śmierć. O czym ja myślę?” Wprost z ciasnego chodnika ulicy wchodziło się w długi pasaż pomiędzy girlandami z sukiennych bamboszy. Jak zawsze, tak i tym razem potknęła się o żelazny zawór od bramy, wbity między kocie łby wejścia, z trudem odzyskała równowagę na twardym, wyboistym bruku i od razu skręciła w prawo, co znamionowało starą bywalczynię ciuchów. Ciągnęła się tu długa i wąska uliczka pomiędzy kramami, budami, straganami. Z prawej strony wisiała gotowa twórczość chałupniczych krawców: ciemne, źle skrojone garnitury, spodnie, bryczesy, jesionki, płaszcze. Przed obwieszonymi odzieżą hakami i wieszadłami przystawali młodzieńcy w cyklistówkach, o czerstwych, zdradzających całodzienny kontakt z przyrodą obliczach; sztywnymi od pługa i wideł palcami dotykali i miętosili tandetne tkaniny udając znawców. — Chodź tu, to cię ubiorę na wesele! Ty, gospodarz, przesuń się, to cię tak wyszykuję, że cię narzeczona nie pozna… — wołali do nich tędzy, barczyści sprzedawcy o rozbieganych oczach w czerwonych twarzach, odziani w wysokie glansowane buty i oficerskie, kamgarnowe bryczesy. Po lewej stronie stały rzędem kryte grubo czarną papą budy z ciuchami, obwieszone teraz na wiosnę lekkimi marynarkami z tropiku lub gabardyny, cienkimi, popelinowymi wiatrówkami i spodniami z drelichu lub sztruksu. Z ciemnej x głębi bud, spoza nawarstwionych parawanów łachów błyszczały czujne oczy sprzedawczyń i dochodziła woń czosnku i kiełbasy z kapustą na gorąco.” Str.501


2. KAWIARENKA NA RYNKU MARIENSZTACKIM, gdzie Meteor zaprosił Martę na kawę. Mogła się ona znajdować od strony ulicy Garbarskiej, pod podcieniami, gdzie dziś mieści się pub „Pod Baryłką”.



„Mała kawiarenka przy księgarni, na rynku mariensztackim, pełna była drewnianych foteli o szerokich poręczach. Siedziało się w nich bardzo wygodnie, przyglądając się z upodobaniem mariensztackim kamieniczkom w kolorze wypalanej cegły, co było dostateczną rekompensatą za złą kawę. Meteor był milczący i skupiony. — Czemu pan nic nie mówi? — spytała Marta. — Nie wiem — przyznał się Meteor. — Może jest pan głodny? — spytała życzliwie Marta. — I to też — rzekł Meteor — wobec tego zapraszam panią na obiad.” str.519

----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 22.04.2007 :: 15:59 Komentuj (0)

CZĘŚĆ SZÓSTA

ROZDZIAŁ 2



Akcja rozdziału rozgrywa się w kawiarni u styku Placu Trzech Krzyży i Alej Ujazdowskich, do której udali się Kalodont wraz z pan w meloniku. Była już o niej mowa w rozdziale 5. części 5, gdy Zły umówił się tu na spotkanie z Kalodontem.

„Pan w meloniku rzekł: — Tu, na rogu Alei, jest kawiarenka, równie stara, jak czcigodna. Czy nie wyrządziłby mi pan tej przyjemności i nie przyjął małego traktamentu? Chyba nie odmówi pan wypicia ze mną szklanki kawy z kruchym rogalikiem? — Przyjazny uśmiech okrasił sarmackie oblicze Kalodonta, który przepadał za kawą z kruchymi rogalikami. — Zgoda — rzekł kordialnie pan Juliusz.” str.492

----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 15.04.2007 :: 00:27 Komentuj (2)

CZĘŚĆ SZÓSTA

ROZDZIAŁ 1







1. RÓG KOPERNIKA I ORDYNACKIEJ



2. ULICA ZĄBKOWSKA

W obu tych miejscach miał jakoby zaatakować ZŁY w odpowiedzi na głosy domagające się spotkania z nim.


3. SALA W BUDYNKU STOŁECZNEJ RADY NARODOWEJ (dzisiejszej Giełdy w Alejach Jerozolimskich), w której przemawiał do zebranych porucznik Halski.



„Dziarski podniósł się niechętnie, odsunął dość niezręcznie krzesło i przeszedł na mównicę. Nie lubił przemawiać publicznie, denerwował się, mówił słabo i nieefektownie. — Obywatele… — zaczął (...) W piętnaście minut potem porucznik MicHal Dziarski zszedł na dół schodami w towarzystwie przewodniczącego zebrania i sierżanta Macie — jaka. W hallu Stołecznej Rady Narodowej pożegnał się z przewodniczącym. — Odtąd stały kontakt, prawda? — upewnił się przewodniczący. — Oczywiście — rzekł Dziarski ściskając mu dłoń. Podobał mu się ten drobny, energiczny majster fabryczny o głębokim, dźwięcznym głosie i płynnej wymowie. — Wiecie co, Maciejak — rzekł Dziarski do sierżanta, gdy stanęli przed czarnym niskim citroenem, zaparkowanym na chodniku Alei Jerozolimskich — jedźcie sami. Ja przejdę się trochę po tym zebraniu. — Maciejak wsiadł i pojecHal. Dziarski ruszył w stronę Brackiej.” str.485


4. PRZYSTANEK TRAMWAJOWY NA ROGU ALEJ JEROZOLIMSKICH I KRUCZEJ, na którym miał miejsce incydent z wsiadaniem do zatłoczonego tramwaju.

„Było gorące południe, z rozlicznych wokoło budów wznosił się ciężki, duszący kurz. Dziarski stanąć na przystanku tramwajowym przy Kruczej: wśród tłumu, oblegającego bezmyślnie zatłoczoną dwudziestkę piątkę, uwijał, się szczupły, wysoki facet o uśmiechniętej, pełnej brodawek twarzy. Na krótkim rękawie lnianego, brudnoszarego wdzianka nosił biało–czerwoną opaskę. — Obywatelu! — wołał do młodego chłopaka w usmolonej, gryząco żółtej olimpijce, wiszącego jednym palcem na uchwycie wejściowym platformy i opartego skrawkiem pięty o przykrywę koła — zejdźcie ze stopnia, ale już! Nie wolno! — Szarpnął tak mocno chłopaka za ramię, że ten musiał puścić. Tramwaj ruszył.” str.490

--

O, peryferie warszawskie! Jakże kocham waszą pełną groźnego wdzięku brzydotę! Ileż niepokojącego, gorzkiego humoru tkwi w waszym odpychającym niechlujstwie! Tylko wielkie metropolie posiadają peryferie, zwykłe miasta mają przedmieścia. Różnica pomiędzy przedmieściem a peryferią jest prosta: przedmieścia różnią się między sobą zdecydowanie, podczas gdy peryferie są zawsze takie same. Im większe miasto, tym dokładniejsza jednakowość jego peryferii. Nie znaczy to, że wyglądają one identycznie, o nie, łączy je jednakowość wyższego rzędu, jednakowość charakteru, nastroju. Ciągnące się wzdłuż ulicy Szczęśliwickiej parkany z desek, spoza których rozchodzi się żywiczny zapach hurtowych składów drzewa i tarcic, różnią się wyglądem od murowanych ogrodzeń ulicy Chełmskiej, za którymi piętrzą się magazyny kabli czy dachówek, ale zarówno idąc jedną jak i drugą ulicą wiemy na pewno, że znajdujemy się na warszawskiej peryferii. Bruk z kocich łbów i rzadko stojące, oddzielone od siebie płotami posesje dwupiętrowych, ponurych kamienic podobne są na Kamionku i na Rakowcu, lecz to zewnętrzne podobieństwo mniejsze ma znaczenie niż fakt, że tam i tu dzieją się takie same sprawy, nabrzmiałe jazgotliwą kłótliwością, pyskatym dowcipem i twardą, woniejącą alkoholem zaczepnością.

----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 31.03.2007 :: 19:10 Komentuj (0)

CZĘŚĆ PIĄTA

ROZDZIAŁ 8





1. ALEJA 3 MAJA, pod wiaduktem Mostu Poniatowskiego, gdzie Kruszyna z Merynosem porzucili ciało Kubusia.



„Na ulicy Bagno stało małe, ciemne auto: na przednim siedzeniu kulił się, tępo przed siebie wpatrzony Kruszyna. Człowiek w płaszczu usiadł za kierownicą i auto pobiegło szybko pustymi ulicami. Przeleciało Świętokrzyską do Nowego Światu, po czym Tamką w dół, Dobrą i Czerwonego Krzyża aż do czarnego, ogromnego wiaduktu mostu Poniatowskiego. Z głuchym echem przejechało pod potężnym sklepieniem z żelaznych wiązań i betonowych łuków i wjechało w źle brukowaną ulicę u podnóża skarpy, na której za wysokim, żelaznym ogrodzeniem z masywnych, zakończonych jak lance sztachet, wznosiły się ku miastu tarasy Muzeum Wojska Polskiego. Czarne sylwetki dział, haubic, starych kartaczownic, kolubryn i hakownic ciągnęły się równymi rzędami nad balustradami tarasów. Po lewej stronie rozciągała się trawiasta płaszczyzna Centralnego Parku, przerżnięta nowymi ścieżkami i alejkami i usiana wątłymi pieńkami młodych drzewek; przytrzymujące je paliki rysowały się wyraźnie na tle jasnogranatowego, rozgwieżdżonego nieba. Rzadkie lampy na wysokich słupach rozsiewały więcej cieni niż światła. Auto zatrzymało się, człowiek w płaszczu wysiadł i rozejrzał się uważnie wokoło. Było tu cicho, nago i pusto wśród majowej nocy, przerywanej rzadkim łoskotem nocnych tramwajów na wiadukcie. Człowiek w płaszczu gwizdnął cicho, Kruszyna wyskoczył z auta, otworzył tylne drzwiczki i wspólnymi siłami wyjęli zwłoki. Ponieśli je parę kroków od ulicy i zwalili ciężko w wysokie chwasty i burzany nie pielęgnowanego trawnika. Człowiek w płaszczu sięgnął do kieszeni, wyjął złożoną w ósemkę ćwiartkę papieru, pokrytą maszynowym pismem, rozwinął ją i przypiął starannie agrafką do zbrukanej marynarki Kubusia. Ciepły wiatr od Wisły, świeży i wonny, załopotał leciutko papierem.” str.472

----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 18.03.2007 :: 19:23 Komentuj (0)

CZĘŚĆ PIĄTA

ROZDZIAŁ 7





1. HALA NA KOSZYKACH, gdzie odbył się kiermasz „Mazowieckiej Poziomki”.

„Ulica Koszykowa — to symbol targowiska. Jej nazwa określa jej charakter, jej charakter stworzył nazwę. Hale targowe wszędzie wyglądają jednako: są to przeważnie budowle o szerokich bramach i o żelaznych przęsłach, na których leżą dachy z solidnych desek. W środku rozchodzi się światło na oszklone stoiska pełne towaru, o szybach pokrytych ogromnymi cyframi i literami z białej farby, obwieszczającymi aktualne ceny produktów. I tak też wyglądają warszawskie Koszyki.
W dniu kiermaszu Koszyki wyglądały osobliwiej niż zazwyczaj. Niezwykłość ta dotyczyła przede wszystkim ludzi.” str.449

---

O, targowiska warszawskie!
Czyż jest coś bardziej poetyckiego w wielkim mieście niż targowisko? Czyż współczesna, wielkomiejska metropolia zdolna jest zdobyć się na inny objaw plastycznego liryzmu poza kolorową paletą hali targowej? Czy może się cokolwiek równać w sile uczuciowej ekspresji z obraźliwymi rozmowami i zjadliwym targowaniem się przy rytualnym obrzędzie zakupów nabiału i owoców, warzyw i mięsa, ryb i kasz, pieczywa i kartofli? Trzeba być człowiekiem oschłym i zimnym, by nie dać się unieść wzruszeniu na widok gigantycznych połaci surowej wołowiny, by nie zatopić się w smutku wobec czarno — srebrzystych złóż ryb, wobec rozwartych z wysiłku, różowawych pyszczków świeżych karpi, by nie wydać okrzyku zachwytu stanąwszy oko w oko z brunatnymi kopcami włoszczyzny, by nie zatrzymać się w nostalgicznej zadumie przed nieskalaną, śnieżną bielą ciągnących się hen w dal szeregów twarogu! Jedynie człowiek płytki nie ulega tajemniczej poetyczności ciasnych i ciemnych straganów z bielizną, obuwiem i odzieżą, budki z pończochami, czapkami i nićmi, kramów z norymberszczyzną, pasmanterią i konfekcją, stoisk z częściami rowerowymi, zardzewiałym żelastwem, zamkami, kłódkami, rurami do piecyków i odpadkami ślusarskimi. Jedynie człowiek tępy i brutalny nie przystanie w pełnym szacunku podziwie przed grubymi, opatulonymi w zwały odzienia, starymi jak drzewa i głazy przekupkami warszawskimi, przysiadłymi od wieków za kolorowymi szańcami świeżego, smakowitego towaru; i tylko człowiek głupi nie wsłucha się w ich kłótliwy dialog, nabrzmiały surową, zgrzytliwą i prastarą mądrością, wiecznie nową dzięki swej roziskrzonej humorem przyziemności.


----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 18.03.2007 :: 19:13 Komentuj (0)

CZĘŚĆ PIĄTA

ROZDZIAŁ 6


Akcja rozgrywa się w redakcji Expressu, która przewijała się już we wcześniejszych rozdziałach.

----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 18.03.2007 :: 19:10 Komentuj (0)

CZĘŚĆ PIĄTA

ROZDZIAŁ 5





1. KAWIARNIA NA ROGU PLACU TRZECH KRZYŻY I ALEJ UJAZDOWSKICH, gdzie Zły umówił się z Kalodontem na spotkanie przed kiermaszem nowalijek „Mazowiecka Poziomka”.



"Kiermasz jest pojutrze o dwunastej. Randka w tej kawiarni naprzeciwko — wskazał ręką kawiarnię na rogu Alei i placu Trzech Krzyży. — Załatwione — rzekł służbiście Kalodont." str.436

----------------------------------------------------------------------------------------------------








K s i ę g a

.:Zobacz:.
.:Wpisz się:.


A r c h i w u m

2008
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik


L i n k i

Syreni Gród w obiektywie


K o n t a k t

mezzogiorno@wp.pl