część 7 | rozdział 1


Link | Komentuj (1)

Akcja rozdziału rozgrywa się w kiosku Ruchu Juliusza Kalodonta na Placu Trzech Krzyży.

część 7 | rozdział 2


Link | Komentuj (0)

[96] Warsztat zecera Cepurskiego, do którego Kruszyna został wysłany w celu zamówienia puli fałszywych biletów na mecz Polska – Węgry, mieścił się gdzieś na ULICY STALOWEJ na Pradze.

— Robert — rzekł wolno Merynos, spoglądając na zegarek — teraz jest godzina dwunasta. Pojedziesz na Pragę, na Stalową, do tego zecera, który nam załatwił zleceniowe blankiety. Pamiętasz który?
— Pamiętam — rzekł Kruszyna — nazywa się Cepurski.


część 7 | rozdział 3


Link | Komentuj (4)

MIEJSCA, W KTÓRYCH SZAJA WERBOWAŁ KANDYDATÓW DO DYSTRYBUCJI BILETÓW NA MECZ POLSKA-WĘGRY:

- [97] CENTRALNY DOM TOWAROWY na rogu Alej Jerozolimskich i Kruczej - dzisiejszy Smyk pod adresem Krucza 50.

- [98] PORT CZERNIAKOWSKI ciągnący się między ulicami Solec i Czerniakowską a Wisłą.

- [99] PLAC KONSTYTUCJI

- [100] DANCING PARADIS (kategorii I) przy Nowym Świecie 3/5, działający dziś jako klub Melodia.

[101] Bar mleczny, w którym młodzieńcy wywołują bójkę z marynarzem, to wspomniana wcześniej „ZŁOTA KURKA” przy Marszałkowskiej 55/73.

Na MDM–ie idzie szeroką ławą dziesięciu wyrostków w kolorowych koszulkach, tarasując cały chodnik (...) i po chwili, pchając się jeden przez drugiego, wtłaczają się do baru mlecznego, rozłamując kolejkę do kasy, krzyczą, wymyślają, wzbudzając zażenowanie wśród gości i przerażenie na twarzach dziewcząt z obsługi. Tuż przy kasie stoi rosły żołnierz z Marynarki Wojennej. Jeden z wyrostków usiłuje wepchnąć się przed niego. Marynarzowi nabrzmiewa żyła na smagłej szyi sterczącej krzepko z otwartego kołnierza munduru. Jednym szarpnięciem silnej dłoni wyrywa wyrostka sprzed kasy i ciska go na przeciwległą ścianę. — Żebyś się nauczył porządku, szczeniaku — mówi spokojnie marynarz. Chłopaki milkną, uspokajają się, kupią się w grupkę, szepczą coś między sobą i wychodzą z baru mlecznego. — Jak nam nie pozwalają jeść — mruczy z urazą trzymający forsę — to idź. Felek, kup dwa razy po pół! — Felek bierze banknot, w dwóch skokach przesadza jezdnię, wpada do sklepu spółdzielczego obok kina „Polonia” i po chwili wraca z wódką.

[102] Odprawa koników przed meczem Polska-Węgry odbyła się w ruinach gmachu Włoskiego Towarzystwa Ubezpieczeń Riunione Adriatica di Sicurtà przy MONIUSZKI 10. Budynek w całości odbudowano dopiero po 1960 roku.

Oliwkowy humber zahamował obok nowego gmachu PKO na Sienkiewicza. Kruszyna wysiadł, za nim Merynos, zamykając starannie auto. Przeszli Marszałkowską na skraju największego placu w Europie do rogu Moniuszki: wokół rozciągała się ogromna przestrzeń pełna sygnałów ostrzegawczych, niebieskich i czerwonych, oraz jaskrawych lamp w głębi, przy których nocne zmiany układały asfaltową nawierzchnię wokół wielkiego wieżowca, odbijającego niebieskawo światła wieczoru swą kremową okładziną. Ulica Moniuszki była krótka, zabita parkanami z desek wokół ostatnich ruin, przeznaczonych do rozbiórki: ogromne siedziby banków, instytucji oszczędnościowych i towarzystw ubezpieczeniowych, czarne, wysokie, masywne, wznosiły tu swoje wypalone ściany za przesadnie ciężkimi kolumnadami. Lada dzień miały zniknąć, i ustępując planowej odbudowie, jak resztki symbolów finansowej potęgi z przedwczoraj. Był to jeden z ostatnich rezerwatów mroku i cienia wśród wielkomiejskiej, rozświetlonej płaszczyzny największego placu w Europie. Merynos kopnął krzywo wiszącą furtkę i wszedł w chaos rozgruzowanego terenu.

część 7 | rozdział 4


Link | Komentuj (0)

Akcja rozdziału rozgrywa się w budynku spółdzielni „Woreczek” na Próżnej.

część 7 | rozdział 5


Link | Komentuj (8)

[103] PRZEŚWIT MIĘDZY DOMAMI NA ULICY PRZEMYSŁOWEJ, gdzie zaparkował Kruszyna, tworząc tam centrum nielegalnej dystrybucji biletów na mecz Polska-Węgry, znajduje się po północnej stronie ulicy, nieopodal narożnika z Rozbrat. W tym samym miejscu swoją Warszawę zaparkował też Gienek Śmigło.

Po kwadransie Kruszyna i Zylbersztajn wyświeżeni, o mokrych, przyczesanych włosach, pili na stojąco herbatę. — Macie tę walizkę — powiedział Merynos, podając Lowie walizkę z żółtej skóry — to na forsę. Sprawa jest prosta: bierzecie humbera i jedziecie już teraz na dół, w pobliże stadionu, bo tam zamkną wszystkie dojścia dla ruchu kołowego. Zaparkujecie wóz w tych blokach mieszkalnych na Przemysłowej, wiesz, Robert, tam jest taki prześwit i wjazd dla aut. — Znam — rzekł bez namysłu Kruszyna — wiem bez pudła. Pusto „tam i spokojnie. — To, to — rzekł Merynos skwapliwie — tam zaparkujecie. O miejscu postoju mogą wiedzieć tylko koniki i ludzie z wydziału biletowego. Będą przychodzić po bilety i stamtąd roznosić na miasto. W ten sposób urzędujecie w samym oku cyklonu.

[104] Zylbersztajn rozdał „konikom” jedną z partii biletów na ulicy Mokotowskiej i po godzinie miał czekać na nich przed KOŚCIOŁEM NA PLACU ZBAWICIELA.

— Chłopaki — rzekł Zylbersztajn do kilku koników w nasuniętych na oczy oprychówkach w bramie obdrapanej kamienicy przy ulicy Mokotowskiej — tu macie po pięćdziesiąt sztuk. Sprzedajecie teraz… — spojrzał na zegarek, dochodziła dziesiąta — po sto złotych od sztuki. Za godzinę czekam na was na placu Zbawiciela, przed kościołem. Kto sprzeda swoje, przyjdzie po nową transzę. Biletów jest od metra, nie oszczędzać, nie certować się, ładować.

[105] SKRZYŻOWANIE ALEJ UJAZDOWSKICH I PIĘKNEJ – jeden z rejonów pracy „koników”.

Nie dochodząc do bramy Filip Merynos spotkał Szaję. — Panie prezesie — rzekł Szaja, zasłaniając uniesionym kołnierzem od marynarki usta przed kurzem — mam tu ludzi. Co z nimi robić? — Ilu masz? — spytał Merynos. — Dużo — uśmiechnął się bezzębnie Szaja — i coraz to ciągną nowi. — Bilety dostałeś od Kruszyny? — Dostałem. — To daj pierwszej setce bilety, niech się walcują w pobliże Alei i Pięknej i niech rozrabiają. Koniki będą mogli lepiej pracować w takim bardaku, rozumiesz? — Rozumiem — uśmiechnął się poufale Szaja — globus to pan ma, panie prezesie — dodał ze szczerym podziwem.

[106] Szaja "stał na cynku" przed nieistniejącym już dziś szaletem NA PLACU GRZYBOWSKIM.

Ty, Szaja, masz tam stać na cynku i nie ruszać się — wskazał ręką szalet na placu Grzybowskim — pójdziesz razem ze mną. — Dobra — rzekł Szaja. Merynos wszedł w bramę.

[107] RÓG ROZBRAT I GÓRNOŚLĄSKIEJ – miejsce, w którym Merynos zaparkował swój samochód przed wkroczeniem do akcji.

Filip Merynos zaparkował małego wanderera na rogu ulic Rozbrat i Górnośląskiej. Zamknął starannie wóz i ruszył w kierunku Łazienkowskiej. Tu, na dole, poniżej skarpy, wicher jakby mniej dokuczał.

[108] Mecz Polska-Węgry odbył się na STADIONIE LEGII przy Łazienkowskiej 3. Podczas niedawnej przebudowy nadano mu całkiem nowy wygląd.



Wijąca się w dół ulica Myśliwiecka zdawała się poruszać, płynąć w stronę stadionu. Tłum był tu nieco rozluźniony, lecz bardzo liczny. — W tym coś jest — rzekł ZŁY. do Genka — masz rację. Czuję w powietrzu aferę… Gdzie to się wszystko pomieści? — dodał rozglądając się wokoło, po czym spojrzał na zegarek — godzina jest dopiero wpół do piątej. — Stadion podobno pełen po brzegi — powiedział obok jakiś średniego wzrostu facet, włączając się do rozmowy.

* Tyrmand o Warszawie:

Warszawski kurz...
Warszawski kurz i pył lat odbudowy…
Jeden z filozofów obliczył, że warszawiacy wdychali wtedy cztery cegły rocznie. Warszawiacy oddychali budową — nie była to metafora, lecz ciężka, zakurzona, ceglana i pylasta prawda. Trzeba zaś bardzo kochać swe miasto, by odbudowywać je za cenę własnego oddechu. I może dlatego Warszawa z pobojowiska gruzów i ruin stała się znów dawną Warszawą, wieczną Warszawą, tą samą Warszawą — mimo nowych kształtów ulic i konturów domów — że warszawiacy powołali ją do życia, tchnąwszy w jej ceglane ciało swój własny, gorący oddech.


część 7 | rozdział 6


Link | Komentuj (0)

TRASA POŚCIGU ZŁEGO I GENKA ŚMIGŁO ZA MERYNOSEM I LOWĄ ZYLBERSZTAJNEM:

Łazienkowska – Rozbrat – Fabryczna (gdzie wsiadają do zaparkowanych samochodów) - Rozbrat – Książęca – Nowy Świat – Aleje Jerozolimskie – Bracka – Plac Trzech Krzyży (gdzie Merynos zatrzymał się, by zadzwonić z poczty na Żurawiej – Aleje Ujazdowskie – zawracają na wysokości Alei Róż przy [109] PAŁACYKU SOBAŃSKICH (Aleje Ujazdowskie 13), w którym odbywały się wówczas zajęcia Konserwatorium Muzycznego – Aleje Ujazdowskie – Nowy Świat – Krakowskie Przedmieście – postój przed [110] KOŚCIOŁEM ŚW. ANNY (Krakowskie Przedmieście 68), podczas którego Merynos dzwoni z telefonu w [111] KAMIENICY JOHNA (Krakowskie Przedmieście 89), w której mieszczą się najstarsze w Warszawie schody ruchome – Miodowa – Senatorska – Plac Zamkowy – Miodowa – Senatorska – Daniłowiczowska (dziś Nowy Przejazd) – Most Śląsko-Dąbrowski – Zygmuntowska (wówczas Aleja Świerczewskiego, dziś Aleja Solidarności. Tyrmand używa przedwojennej nazwy ulicy) – Targowa – Ząbkowska – Brzeska (gdzie Merynos zatrzymał się, by wejść do jednego z barów w poszukiwaniu telefonu. Mijany [112] SZPITAL KOLEJOWY stoi na Brzeskiej 12) – Kijowska – Targowa – Lubelska – Berka Joselewicza – Bliska - Mińska – Terespolska – tory kolejowe za Dworcem Wschodnim – Podskarbińska – Międzyborska – Aleja Waszyngtona – Most Poniatowskiego – Smolna – Nowy Świat – Aleje Jerozolimskie (gdzie Merynos kazał czekać Zylbersztajnowi we wspomnianej już wcześniej kawiarni "Kopciuszek") – Marszałkowska – Widok - Krucza

Merynos przedzierał się przez tłum. Wykorzystywał swój wzrost i przekładał ramiona ruchami niewprawnego pływaka, płynącego niemal w pozycji stojącej. W ten sposób dotarł do ruin kościoła. Wskoczył na oblepione dzieciakami z całej dzielnicy stopnie i pobiegł zrujnowaną loggią w kierunku ulicy Rozbrat. (…) Będąc pewnym, że ZŁY go zauważył, zbiegł na ulicę Rozbrat i znów przystanął: ulica pełna była ludzi, lecz nie zatłoczona. (…) Przy wylocie na Centalny Park ujrzeli w płowej kurzawie skręcającą w Książęcą, oliwkową limuzynę. – Jeeeest – szepnął Geniek w upojeniu – teraz się pościgamy. (…) Na rogu Alei i Nowego Światu zepsuły się sygnały uliczne. (…) Skręcił w Bracką (…) Plac Trzech Krzyży (…) Oliwkowy „Humber” stal chytrze przyczajony pomiędzy ogromnymi biurowcami ministerstw, na Żurawiej. – Siedź tu i nie ruszaj się! – rzucił Merynos Lowie. (…) Merynos wskoczył do wozu, wyprowadził go na ulicę, nacisnął silnie gaz i po sekundzie śmignął tuż przed maską granatowej „Warszawy”, kładąc się zręcznym zakosem w prostą, strzelistą perspektywę Alei. (…) Oliwkowy „Humber” płynął po jasnym asfalcie Alei, jak nieziemska zjawa, dla której nie istnieje granica szybkości. – Odrywa się – jęknął Geniek Śmigło: na długich, prostych trasach „Warszawa” nie miała żadnych szans. Toteż Geniek musiał z całej siły wbić się w sprzęgło i w hamulce, by za Aleją Róż zastopować wyjącą na oponach „Warszawę”. Oliwkowy „Humber” stał przed pałacykiem konserwatorium. Z otwartych okien pałacyku dochodziły dźwięki koncertu: wysokie głosy kobiece prowadziły nie kończące się pasaże jakiegoś chorału czy kantaty. (…) Humber ruszył w stronę Krakowskiego. (…) Dojeżdżając do Miodowej Geniek — zwolnił. — Nigdzie go nie widzę — rzekł ze smutkiem. (…) Na Krakowskim Przedmieściu było pusto, lecz przed kościołem św. Anny stało parę aut i spora grupka odświętnie ubranych postaci. — Ślub… — rzekł Geniek, idąc za wzrokiem ZŁEGO. — Jest — krzyknął ZŁY i wyskoczył z auta. (…) Merynos opuścił kościół w chwili, gdy ZŁY tam wbiegł. Przesunął się obok wykręcającej „Warszawy” i pobiegł ku ruchomym schodom. Kabina telefoniczna w hallu była pusta, Merynos zamknął ją za sobą starannie i nakręcił numer. (…) Oliwkowy humber wypoczywał w wąskim przesmyku ulicy Senatorskiej, pomiędzy Miodową i placem Zamkowym. (…) Merynos zapuścił motor, wysunął się na dużej szybkości na plac Zamkowy, przemknął jak cień obok granatowej warszawy i pięknym, kolistym wirażem wleciał na Miodową. (…) Oliwkowy humber sunął bez wysiłku przez most Śląsko–Dąbrowski jakby bawiąc się niezmienną odległością pomiędzy sobą a pędzącą o trzysta metrów z tyłu warszawą. Przeleciał Zygmuntowską i Targową do Ząbkowskiej, po czym wjechał w niezbyt szeroką ulicę, tak typową dla Pragi, jak ból nerek dla pijaka. (…) W niedzielę o tej porze charakter ulicy Brzeskiej określały posuwające się niepewnie wzdłuż i w poprzek chodników postacie w rzucających się w oczy spodniach: takie spodnie są uderzająco niezgrabne dzięki taniości materiału, opadają nisko i szeroko na but i trzymają się na samym podbrzuszu, ujawniając nieodmiennie górny skraj kalesonów lub dzyndzelek koszuli. (…) Merynos zatrzymał wóz, wyskoczył i wpadł do jednej z knajp. (…) Dopadł auta i „Humber” wymknął się bezgłośnie w Kijowską. (…) Leciał Targową z uwiązaną na niewidzialnym holu „Warszawą” z tyłu. Skręcił w Lubelską, Mińską, a następnie w Terespolską; w świetle chylącego się ku końcowi dnia przepływały za szybami aut nędzne, peryferyjne ulice, pełne złych bruków, krzywych domków, brudnych płotów, luźno stojących, odrapanych kamieniczek. (…) Ulica Terespolska wpadała w ogromną deltę torów Dworca Wschodniego: rozlewisko nasypów, torowisk, trakcji, szyn, wiaduktów. (…) ZŁY przebiegł tory i ujrzał oliwkowego humbera, oddalającego się powoli ku Podskarbińskiej. (…) — Jedzie znów do śródmieścia… — rzekł Geniek, gdy widoczna z przodu oliwkowa limuzyna wypłynęła na most Poniatowskiego. (…) Nacisnął gaz i humber pomknął po pustej o tej porze taśmie mostu z nieprzepisową szybkością. Po czym zwiększył jeszcze szybkość, przemknął po wiadukcie nad aleją Trzeciego Maja, z piekielną zręcznością skręcił w Smolną, następnie w Nowy Świat, wydostał się znów w Aleje Jerozolimskie i przyhamował dopiero przy Marszałkowskiej. — Słuchaj, Lowa — Merynos obrócił się do tyłu — wysiadaj i czekaj na mnie w „Kopciuszku”. (…) Oliwkowy humber ruszył wolno i zakręcił w prawo, w Marszałkowską. (…) Skręcił z Marszałkowskiej zaraz w prawo, w ulicę Widok; podjechał do jej końca, wykręcił przodem do wylotu ulicy i zaparkował za płotami osłaniającymi roboty rozbiórkowe narożnika Kruczej.

[113] Finał pogoni Złego za Merynosem miał miejsce w CENTRALNYM DOMU TOWAROWYM przy Kruczej 50 (dzisiejszy Smyk) i rozegrał się miedzy innymi w znajdującej się tu wówczas restauracji „Stolica” na szóstym piętrze.

Merynos przedzierał się przez zatłoczony niedzielną klientelą hali. Hali ten przedstawiał dziś obraz szczególnego chaosu: Centralny Dom Towarowy znajdował się od paru tygodni w stanie przeróbek i remontów, sprzedaż prowadzona była wyłącznie w kilku działach, zaś kawiarnia na pierwszym piętrze i restauracja na szóstym były nieczynne. (…) Na szóstym piętrze było ciemno i wilgotno, czuć było zaprawami tynkarskimi i wapnem. Ogromna sala restauracji „Stolica” osłonięta była szczelnie kotarami.

część 7 | rozdział 7


Link | Komentuj (1)

Akcja rozdziału toczy się w mieszkaniu Olimpii Szuwar oraz w Komendzie Stołecznej MO.

część 7 | rozdział 8


Link | Komentuj (0)

[114] SŁONECZNA 4 W ANINIE (dziś to leśna dróżka nosząca nazwę Tuberozy, leżąca w granicach Miedzeszyna) była miejscem zamieszkania Złego, którego prawdziwe imię i nazwisko brzmiało Henryk Nowak.

— Nazwisko? — spytał Dziarski.
— Nowak.
— Imię?
— Henryk.
— Lat?
— Trzydzieści dwa.
— Mieszka?
— Anin. Słoneczna cztery.


[115] Władek Buchowicz (prawdziwe nazwisko Filipa Merynosa) pochodził z SIEKIEREK.

— Buchowicz… to była gwiazda. To był as. Pochodził gdzieś z Siekierek, z samego serca dżungli warszawskiego świata przestępczego. Na Pradze pojawił się zaraz po wojnie i wypłynął od razu na słynnej aferze z rembertowskim bimbrem.

[116] Nowak i Buchowicz zawarli pakt w drewnianym domku na KAWĘCZYŃSKIEJ. Taki drewniany domek do dziś stoi pod adresem Kawęczyńska 26.

Spotkaliśmy się kiedyś na jakiejś pijatyce, na imieninach jednego z jego ludzi: piliśmy przez dwa dni wódkę w małym, krzywym domku gdzieś na Kawęczyńskiej, zaś nad ranem trzeciego dnia Buchowicz wyrzucił wszystkich kopniakami z mieszkania i powiedział do mnie: „Razem możemy dokonać dużych rzeczy. Ja pomyślę, ty zrobisz. No, co? Zgoda?” Zgodziłem się. Wypiliśmy całą wódkę, jaka była w mieszkaniu, i położyliśmy się spać. Nazajutrz obudziliśmy się jako wierni, oddani sobie przyjaciele.

[117] STACJA KOLEJOWA W JÓZEFOWIE pod Warszawą (Piłsudskiego 120) to miejsce, w którym Nowak dokonał niegdyś zbrodni.

W tej samej chwili pociąg wpadł na stację w Józefowie. Zna pan te masywne betonowe perony, do których przylega niemal szczelnie bok wagonu… Tego wieczoru pomiędzy jednym z wagonów a peronem drgała okropna, krwawa, galaretowata bryła zmasakrowanego ludzkiego ciała. ZŁY pochylił głowę i uniósł ją, na nieruchomej, wygładzonej udręką twarzy spływały dwie wielkie łzy.




mapa

część 1
część 2
część 3
część 4
część 5
część 6
część 7

epilog


© Leopold Tyrmand
"Zły", Warszawa 1955

© Paweł Kozdrowicz
pkozdrowicz@gmail.com