Link 04.03.2007 :: 19:16 Komentuj (0)

CZĘŚĆ PIĄTA

ROZDZIAŁ 4





1. RYNEK STAREGO MIASTA, na którym Merynos i Kruszyna zaparkowali samochód przed pójściem do „Krokodyla”.



„— Kup „Express” — powiedział Merynos do Kruszyny, wysiadającego z auta. Wanderer stał zaparkowany na Rynku Starego Miasta. Zapadał łagodny zmierzch. Rynek pełen był pastelowych plam, nakładających się na siebie w czystym powietrzu: kolorowe fasady kamieniczek, sgraffita i polichromie oraz sylwetki snujących się powoli spacerowiczów zestrajały się w jednolitą, staromiejską tonację.” str.418


2. RESTAURACJA „KROKODYL”, mieszcząca się w kamieniczkach nr. 19, 21 i 21a na Rynku Starego Miasta. To tu odbyło się spotkanie tych dwóch z Wilgą, Meteorem i Lową Zylbersztajnem.

„Weszli w gotycką bramę, otworzyli okratowane, żelazne drzwi i zeszli na dół, do piwnic, po schodach skąpo oświetlonych różnokolorowymi latarenkami. Tęczowy półmrok urywał się na progu dość dużej sali: był to loch o sklepieniu z niezliczonych ostrołuków w ciemnej ze starości cegle. Łukowate żebrowania schodziły nisko, aż do boazerii otaczającej wielokąt piwnicy, to znowu pięły się wysoko, w ciemność pogmatwanych w górze wiązań. Na długich łańcuchach zwisały pająki mosiężnych żyrandoli, mieniące się zaśniedziałą białością w świetle podługowatych żarówek; ciężkie dębowe stoły i takież zydle spoczywały pod ścianami, na stołach jaśniały śnieżnobiałe obrusy i ciemniały ciężkie świeczniki. Z obu stron sali były przejścia do sąsiednich pomieszczeń. (...) Ten szef sali tutaj w „Krokodylu” też się trochę zdziwił, jak zamawiałem, ale nie protestował.” str.419

----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 18.03.2007 :: 19:10 Komentuj (0)

CZĘŚĆ PIĄTA

ROZDZIAŁ 5





1. KAWIARNIA NA ROGU PLACU TRZECH KRZYŻY I ALEJ UJAZDOWSKICH, gdzie Zły umówił się z Kalodontem na spotkanie przed kiermaszem nowalijek „Mazowiecka Poziomka”.



"Kiermasz jest pojutrze o dwunastej. Randka w tej kawiarni naprzeciwko — wskazał ręką kawiarnię na rogu Alei i placu Trzech Krzyży. — Załatwione — rzekł służbiście Kalodont." str.436

----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 18.03.2007 :: 19:13 Komentuj (0)

CZĘŚĆ PIĄTA

ROZDZIAŁ 6


Akcja rozgrywa się w redakcji Expressu, która przewijała się już we wcześniejszych rozdziałach.

----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 18.03.2007 :: 19:23 Komentuj (0)

CZĘŚĆ PIĄTA

ROZDZIAŁ 7





1. HALA NA KOSZYKACH, gdzie odbył się kiermasz „Mazowieckiej Poziomki”.

„Ulica Koszykowa — to symbol targowiska. Jej nazwa określa jej charakter, jej charakter stworzył nazwę. Hale targowe wszędzie wyglądają jednako: są to przeważnie budowle o szerokich bramach i o żelaznych przęsłach, na których leżą dachy z solidnych desek. W środku rozchodzi się światło na oszklone stoiska pełne towaru, o szybach pokrytych ogromnymi cyframi i literami z białej farby, obwieszczającymi aktualne ceny produktów. I tak też wyglądają warszawskie Koszyki.
W dniu kiermaszu Koszyki wyglądały osobliwiej niż zazwyczaj. Niezwykłość ta dotyczyła przede wszystkim ludzi.” str.449

---

O, targowiska warszawskie!
Czyż jest coś bardziej poetyckiego w wielkim mieście niż targowisko? Czyż współczesna, wielkomiejska metropolia zdolna jest zdobyć się na inny objaw plastycznego liryzmu poza kolorową paletą hali targowej? Czy może się cokolwiek równać w sile uczuciowej ekspresji z obraźliwymi rozmowami i zjadliwym targowaniem się przy rytualnym obrzędzie zakupów nabiału i owoców, warzyw i mięsa, ryb i kasz, pieczywa i kartofli? Trzeba być człowiekiem oschłym i zimnym, by nie dać się unieść wzruszeniu na widok gigantycznych połaci surowej wołowiny, by nie zatopić się w smutku wobec czarno — srebrzystych złóż ryb, wobec rozwartych z wysiłku, różowawych pyszczków świeżych karpi, by nie wydać okrzyku zachwytu stanąwszy oko w oko z brunatnymi kopcami włoszczyzny, by nie zatrzymać się w nostalgicznej zadumie przed nieskalaną, śnieżną bielą ciągnących się hen w dal szeregów twarogu! Jedynie człowiek płytki nie ulega tajemniczej poetyczności ciasnych i ciemnych straganów z bielizną, obuwiem i odzieżą, budki z pończochami, czapkami i nićmi, kramów z norymberszczyzną, pasmanterią i konfekcją, stoisk z częściami rowerowymi, zardzewiałym żelastwem, zamkami, kłódkami, rurami do piecyków i odpadkami ślusarskimi. Jedynie człowiek tępy i brutalny nie przystanie w pełnym szacunku podziwie przed grubymi, opatulonymi w zwały odzienia, starymi jak drzewa i głazy przekupkami warszawskimi, przysiadłymi od wieków za kolorowymi szańcami świeżego, smakowitego towaru; i tylko człowiek głupi nie wsłucha się w ich kłótliwy dialog, nabrzmiały surową, zgrzytliwą i prastarą mądrością, wiecznie nową dzięki swej roziskrzonej humorem przyziemności.


----------------------------------------------------------------------------------------------------


Link 31.03.2007 :: 19:10 Komentuj (0)

CZĘŚĆ PIĄTA

ROZDZIAŁ 8





1. ALEJA 3 MAJA, pod wiaduktem Mostu Poniatowskiego, gdzie Kruszyna z Merynosem porzucili ciało Kubusia.



„Na ulicy Bagno stało małe, ciemne auto: na przednim siedzeniu kulił się, tępo przed siebie wpatrzony Kruszyna. Człowiek w płaszczu usiadł za kierownicą i auto pobiegło szybko pustymi ulicami. Przeleciało Świętokrzyską do Nowego Światu, po czym Tamką w dół, Dobrą i Czerwonego Krzyża aż do czarnego, ogromnego wiaduktu mostu Poniatowskiego. Z głuchym echem przejechało pod potężnym sklepieniem z żelaznych wiązań i betonowych łuków i wjechało w źle brukowaną ulicę u podnóża skarpy, na której za wysokim, żelaznym ogrodzeniem z masywnych, zakończonych jak lance sztachet, wznosiły się ku miastu tarasy Muzeum Wojska Polskiego. Czarne sylwetki dział, haubic, starych kartaczownic, kolubryn i hakownic ciągnęły się równymi rzędami nad balustradami tarasów. Po lewej stronie rozciągała się trawiasta płaszczyzna Centralnego Parku, przerżnięta nowymi ścieżkami i alejkami i usiana wątłymi pieńkami młodych drzewek; przytrzymujące je paliki rysowały się wyraźnie na tle jasnogranatowego, rozgwieżdżonego nieba. Rzadkie lampy na wysokich słupach rozsiewały więcej cieni niż światła. Auto zatrzymało się, człowiek w płaszczu wysiadł i rozejrzał się uważnie wokoło. Było tu cicho, nago i pusto wśród majowej nocy, przerywanej rzadkim łoskotem nocnych tramwajów na wiadukcie. Człowiek w płaszczu gwizdnął cicho, Kruszyna wyskoczył z auta, otworzył tylne drzwiczki i wspólnymi siłami wyjęli zwłoki. Ponieśli je parę kroków od ulicy i zwalili ciężko w wysokie chwasty i burzany nie pielęgnowanego trawnika. Człowiek w płaszczu sięgnął do kieszeni, wyjął złożoną w ósemkę ćwiartkę papieru, pokrytą maszynowym pismem, rozwinął ją i przypiął starannie agrafką do zbrukanej marynarki Kubusia. Ciepły wiatr od Wisły, świeży i wonny, załopotał leciutko papierem.” str.472

----------------------------------------------------------------------------------------------------








K s i ę g a

.:Zobacz:.
.:Wpisz się:.


A r c h i w u m

2008
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik


L i n k i

Syreni Gród w obiektywie


K o n t a k t

mezzogiorno@wp.pl