Link 15.04.2007 :: 00:27
Komentuj (2)
CZĘŚĆ SZÓSTA
ROZDZIAŁ 1
1.
RÓG KOPERNIKA I ORDYNACKIEJ
2.
ULICA ZĄBKOWSKA
W obu tych miejscach miał jakoby zaatakować ZŁY w odpowiedzi na głosy domagające się spotkania z nim.
3.
SALA W BUDYNKU STOŁECZNEJ RADY NARODOWEJ (dzisiejszej Giełdy w Alejach Jerozolimskich), w której przemawiał do zebranych porucznik Halski.
„Dziarski podniósł się niechętnie, odsunął dość niezręcznie krzesło i przeszedł na mównicę. Nie lubił przemawiać publicznie, denerwował się, mówił słabo i nieefektownie. — Obywatele… — zaczął (...) W piętnaście minut potem porucznik MicHal Dziarski zszedł na dół schodami w towarzystwie przewodniczącego zebrania i sierżanta Macie — jaka. W hallu Stołecznej Rady Narodowej pożegnał się z przewodniczącym. — Odtąd stały kontakt, prawda? — upewnił się przewodniczący. — Oczywiście — rzekł Dziarski ściskając mu dłoń. Podobał mu się ten drobny, energiczny majster fabryczny o głębokim, dźwięcznym głosie i płynnej wymowie. — Wiecie co, Maciejak — rzekł Dziarski do sierżanta, gdy stanęli przed czarnym niskim citroenem, zaparkowanym na chodniku Alei Jerozolimskich — jedźcie sami. Ja przejdę się trochę po tym zebraniu. — Maciejak wsiadł i pojecHal. Dziarski ruszył w stronę Brackiej.” str.485
4.
PRZYSTANEK TRAMWAJOWY NA ROGU ALEJ JEROZOLIMSKICH I KRUCZEJ, na którym miał miejsce incydent z wsiadaniem do zatłoczonego tramwaju.
„Było gorące południe, z rozlicznych wokoło budów wznosił się ciężki, duszący kurz. Dziarski stanąć na przystanku tramwajowym przy Kruczej: wśród tłumu, oblegającego bezmyślnie zatłoczoną dwudziestkę piątkę, uwijał, się szczupły, wysoki facet o uśmiechniętej, pełnej brodawek twarzy. Na krótkim rękawie lnianego, brudnoszarego wdzianka nosił biało–czerwoną opaskę. — Obywatelu! — wołał do młodego chłopaka w usmolonej, gryząco żółtej olimpijce, wiszącego jednym palcem na uchwycie wejściowym platformy i opartego skrawkiem pięty o przykrywę koła — zejdźcie ze stopnia, ale już! Nie wolno! — Szarpnął tak mocno chłopaka za ramię, że ten musiał puścić. Tramwaj ruszył.” str.490
--
O, peryferie warszawskie! Jakże kocham waszą pełną groźnego wdzięku brzydotę! Ileż niepokojącego, gorzkiego humoru tkwi w waszym odpychającym niechlujstwie! Tylko wielkie metropolie posiadają peryferie, zwykłe miasta mają przedmieścia. Różnica pomiędzy przedmieściem a peryferią jest prosta: przedmieścia różnią się między sobą zdecydowanie, podczas gdy peryferie są zawsze takie same. Im większe miasto, tym dokładniejsza jednakowość jego peryferii. Nie znaczy to, że wyglądają one identycznie, o nie, łączy je jednakowość wyższego rzędu, jednakowość charakteru, nastroju. Ciągnące się wzdłuż ulicy Szczęśliwickiej parkany z desek, spoza których rozchodzi się żywiczny zapach hurtowych składów drzewa i tarcic, różnią się wyglądem od murowanych ogrodzeń ulicy Chełmskiej, za którymi piętrzą się magazyny kabli czy dachówek, ale zarówno idąc jedną jak i drugą ulicą wiemy na pewno, że znajdujemy się na warszawskiej peryferii. Bruk z kocich łbów i rzadko stojące, oddzielone od siebie płotami posesje dwupiętrowych, ponurych kamienic podobne są na Kamionku i na Rakowcu, lecz to zewnętrzne podobieństwo mniejsze ma znaczenie niż fakt, że tam i tu dzieją się takie same sprawy, nabrzmiałe jazgotliwą kłótliwością, pyskatym dowcipem i twardą, woniejącą alkoholem zaczepnością.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Link 22.04.2007 :: 15:59
Komentuj (0)
CZĘŚĆ SZÓSTA
ROZDZIAŁ 2
Akcja rozdziału rozgrywa się w kawiarni u styku Placu Trzech Krzyży i Alej Ujazdowskich, do której udali się Kalodont wraz z pan w meloniku. Była już o niej mowa w rozdziale 5. części 5, gdy Zły umówił się tu na spotkanie z Kalodontem.
„Pan w meloniku rzekł: — Tu, na rogu Alei, jest kawiarenka, równie stara, jak czcigodna. Czy nie wyrządziłby mi pan tej przyjemności i nie przyjął małego traktamentu? Chyba nie odmówi pan wypicia ze mną szklanki kawy z kruchym rogalikiem? — Przyjazny uśmiech okrasił sarmackie oblicze Kalodonta, który przepadał za kawą z kruchymi rogalikami. — Zgoda — rzekł kordialnie pan Juliusz.” str.492
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Link 22.04.2007 :: 16:27
Komentuj (0)
CZĘŚĆ SZÓSTA
ROZDZIAŁ 3
1.
BAZAR RÓŻYCKIEGO NA TARGOWEJ, gdzie Marta udała się na zakupy i poznała Jerzego Meteora.
„Marta weszła na ciuchy bramą od strony Ząbkowskiej. „Czwartek — pomyślała z zadowoleniem — dobry dzień na zakupy. I wcześnie. Psiakość… — przypomniała sobie o koleżance, z którą się umówiła — miałam dzwonić do Ewy i zapomniałam na śmierć. O czym ja myślę?” Wprost z ciasnego chodnika ulicy wchodziło się w długi pasaż pomiędzy girlandami z sukiennych bamboszy. Jak zawsze, tak i tym razem potknęła się o żelazny zawór od bramy, wbity między kocie łby wejścia, z trudem odzyskała równowagę na twardym, wyboistym bruku i od razu skręciła w prawo, co znamionowało starą bywalczynię ciuchów. Ciągnęła się tu długa i wąska uliczka pomiędzy kramami, budami, straganami. Z prawej strony wisiała gotowa twórczość chałupniczych krawców: ciemne, źle skrojone garnitury, spodnie, bryczesy, jesionki, płaszcze. Przed obwieszonymi odzieżą hakami i wieszadłami przystawali młodzieńcy w cyklistówkach, o czerstwych, zdradzających całodzienny kontakt z przyrodą obliczach; sztywnymi od pługa i wideł palcami dotykali i miętosili tandetne tkaniny udając znawców. — Chodź tu, to cię ubiorę na wesele! Ty, gospodarz, przesuń się, to cię tak wyszykuję, że cię narzeczona nie pozna… — wołali do nich tędzy, barczyści sprzedawcy o rozbieganych oczach w czerwonych twarzach, odziani w wysokie glansowane buty i oficerskie, kamgarnowe bryczesy. Po lewej stronie stały rzędem kryte grubo czarną papą budy z ciuchami, obwieszone teraz na wiosnę lekkimi marynarkami z tropiku lub gabardyny, cienkimi, popelinowymi wiatrówkami i spodniami z drelichu lub sztruksu. Z ciemnej x głębi bud, spoza nawarstwionych parawanów łachów błyszczały czujne oczy sprzedawczyń i dochodziła woń czosnku i kiełbasy z kapustą na gorąco.” Str.501
2.
KAWIARENKA NA RYNKU MARIENSZTACKIM, gdzie Meteor zaprosił Martę na kawę. Mogła się ona znajdować od strony ulicy Garbarskiej, pod podcieniami, gdzie dziś mieści się pub „Pod Baryłką”.
„Mała kawiarenka przy księgarni, na rynku mariensztackim, pełna była drewnianych foteli o szerokich poręczach. Siedziało się w nich bardzo wygodnie, przyglądając się z upodobaniem mariensztackim kamieniczkom w kolorze wypalanej cegły, co było dostateczną rekompensatą za złą kawę. Meteor był milczący i skupiony. — Czemu pan nic nie mówi? — spytała Marta. — Nie wiem — przyznał się Meteor. — Może jest pan głodny? — spytała życzliwie Marta. — I to też — rzekł Meteor — wobec tego zapraszam panią na obiad.” str.519
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Link 22.04.2007 :: 17:53
Komentuj (0)
CZĘŚĆ SZÓSTA
ROZDZIAŁ 4
1.
KAWIARNIA „KOPCIUSZEK” na Marszałkowskiej, w pobliżu skrzyżowania z Alejami Jerozolimskimi. Mieściła się w ruinach przedwojennych kamienic, w miejscu, gdzie dziś stoją Domy Centrum. To tu Meteor spotkał się z Lową.
„Kawiarnia „Kopciuszek” przeżywała ongiś wielkie dni. Była ulubionym miejscem spotkań bohemy poprzetykanej macherami z „czarnej giełdy” oraz przyjaciółmi i przyjaciółkami artystów. Były to jednak czasy, gdy sam fakt istnienia oświetlonej i ogrzanej zimą kawiarni stanowił w Warszawie dostateczny powód do radości; czasy, gdy niektóre nocne lokale w Alejach Jerozolimskich, prowadzące latem otwarte ogródki, zdobyły sobie światową sławę księżycem wiszącym nad tańczącymi jak lampion w koronce z wypalonych murów, zawieszonych nad głowami zgliszcz, zwęglonych, pustych otworów okiennych, w których rozpięty był srebrzysty granat letniego nieba.” str.539
+ Duża część akcji tego rozdziału rozgrywa się we wspominanych już wcześniej warsztatach inżyniera Wilgi na Krochmalnej.
----------------------------------------------------------------------------------------------------