Link 26.10.2006 :: 01:01
Komentuj (0)
CZĘŚĆ PIERWSZA
ROZDZIAŁ 2
1.
REDAKCJA MIEJSKA EXPRESSU WIECZORNEGO w Alejach Jerozolimskich 125/127. Faktycznie siedziba gazety znajdowała się wówczas w tym miejscu.
"Kolanko stanął przy oknie i zapalił papierosa. Za wąwozem torów kolejowych rozciągała się zachodnia Warszawa: dachy, resztki ruin, kompleksy zabudowań fabrycznych Towarowej, Karolkowej, Złotej, Łuckiej, Grzybowskiej, Krochmalnej. - Moje miasto - szepnął Kolanko - kocham je jak myśliwiec, którego sensem i chlubą jest niezawodna orientacja. Dlatego jestem dziennikarzem." str. 53
2.
MIESZKANIE JANA STRYCIA (oprycha pobitego przez Złego w ruinach kościoła przy Łazienkowskiej) na ulicy Fabrycznej. Wszystko wskazuje na to, że znajduje się ono w miejscu zaznaczonym na planie, bo tam właśnie zachowało się najwięcej przedwojennych kamienic na całej ulicy.
"- Facet mieszka na Fabrycznej - rzekł z wystudiowaną nonszalancją. Kamieniczka, mówię wam, plakatowa. Powiśle i jego romantyka, przewodnik krajoznawczy, strona taka i taka. Wewnątrz całkiem przyzwoicie, można żyć, o ile nie ma się takich przesadnych wymagań, jak umywalka czy wieszak." str. 49
---
O, redakcje warszawskie! Ile w was czaru i odrębności od innych redakcji świata! Na dobrą sprawę - wszystkie redakcje, od Melbourne do Archangielska i od Valparaiso do Rangoonu, wyglądają jednakowo: wszędzie jest bałagan i sekretarz redakcji, zbrojny w nożyce i klej. Ale bałagan redakcyjny ma wszędzie i zawsze własną, wewnętrzną logikę, własny ukryty sens i ład, regulujący pozorną hałaśliwość i niby chaotyczną bieganinę. Inny bałagan panuje w zacisznych, obszernych redakcjach skandynawskich, inny w ciasnych, rozdygotanych redakcjach włoskich, inny w ciemnych, pokrytych nigdy nie ścieranym kurzem redakcjach angielskich, a inny w warszawskich. (...) Paryżanin skłonny jest posądzać swą prasę o wszelkie bezeceństwa, ale się jej boi, londyńczyk drwi ze swej prasy, lecz jej wierzy, berlińczyk niezbyt dowierza swej prasie, ale się jej słucha, warszawiak kpi ze swej prasy niemiłosiernie, ale się z nią liczy. Dlatego też w rzadko której metropolii prasa może uczynić tyle złego lub dobrego, tak wiele stworzyć lub tak doszczętnie zniszczyć, jak w Warszawie. Dlatego codzienna liturgia kultu tego, aby wiedzieć najlepiej, stanowi w warszawskich redakcjach tak wiele. Są one bezlitosne, te redakcje, dla tych, którzy nie wiedzą najlepiej, zaś ci, których nie można niczym zaskoczyć, którzy wiedzą wszystko bez pudła, chociażby tylko w pierwszej sekundzie rozmowy, ci stanowią o obliczu tych redakcji.
----------------------------------------------------------------------------------------------------