CZĘŚĆ DRUGA

ROZDZIAŁ 3






1. BAR KAWOWY "POD KURANTAMI" w domu o tej samej nazwie przy Marszałkowskiej 75, róg Wilczej. Tu spotkali się Halski i Marta.

"Na tejże zasadzie bar kawowy "Pod Kurantami" na MDM–ie przeżywał od chwili swego powstania niejaki konflikt pomiędzy treścią a formą." (...) Jedną z pierwszych zaprojektowanych, a nie zaimprowizowanych kawiarń był bar kawowy "Pod Kurantami". Był to rzeczywiście bardzo piękny lokal: gustowne draperie, solidne boazerie, farfurki i cenne talerze, ciężkie wytworne meble, kute w miedzi kinkiety, stary kurant nad wejściem, dębowe schody wewnętrzne i belkowany strop." Str. 91


2. PLAC KONSTUTUCJI, w jednym z barów którego odbyła się "parówkowa orgia" Halskiego i Marty, którzy potem całowali się jeszcze pod jednym z jego kandelabrów.



"Jedli na stojąco, w jednym z barów na MDM–ie. Z otwartych kociołków na bufecie dymiły gotowe potrawy, pachniało kapustą i sosami." str. 101


3. Jedna z RESTAURACJI PRZY MARSZAŁKOWSKIEJ, między placami Zbawiciela a Unii Lubelskiej, do której wstąpili Marta z Halskim. Raczej musiała się ona znajdować po parzystej (wschodniej) stronie ulicy.

"Minęli plac Zbawiciela, niewielki, okrągły. (...) Nie protestowała jednak, gdy ująwszy ją lekko pod ramię skierował w drzwi restauracji. (...) Przeszli marmurowymi schodami na półpiętro. Stały tu oddalone od siebie, pełne zastawy i serwetek stoliki. Kelnerzy w białokremowych kurtkach i czarnych krawatach poruszali się z dostojeństwem." str. 102


4. RESTAURACJA "KAMERALNA" na Foksal 16, gdzie bawili się Merynos z Olimpią Szuwar, Kruszyna z Romą Leopard oraz Halski z Martą.



"- Dokąd? - spytał szofer.
- Do "Kameralnej" - rzekł Halski. - Jedziemy zapominać. Zapomina się najlepiej w "Kameralnej"." str. 106


5. RÓG FOKSAL I NOWEGO ŚWIATU, skąd Olimpia Szuwar zabrała Halskiego taksówką do swojego domu.



"- Czy jest pan odważny? - spytała z powagą Olimpia. - To zależy od okoliczności. - Okoliczności są mocno nie sprzyjające, ale jeśli jest pan odważny, to proszę zapłacić, wyjść i zaczekać na mnie na rogu Foksal i Nowego Światu. — Dobrze — rzekł Halski." str. 112

"- Witold. To moje imię - rzekł Halski szeptem.
Jeszcze pół minuty temu stał na rogu pustej ulicy. Podjechała taksówka, uchyliły się szybko drzwiczki, Halski wsiadł i znalazł się w ciemnym pudełku auta, pachnącym perfumami Olimpii i benzyną." str. 116


6. SKLEP I MIESZKANIE OLIMPII SZUWAR w Alejach Jerozolimskich, między Kruczą a Marszałkowską. Dom ten mieścił się w starej, przeznaczonej do wyburzenia, kamienicy z oficynami na dole, a taki mógł zachować się raczej po nieparzystej (południowej) stronie ulicy, np. ten ze zdjęcia pod numerem 19, gdzie do dziś znajdują się podobne ruiny.



"Jechali bardzo krótko, samochód zatrzymał się, Olimpia szybko wsunęła banknot szoferowi w rękę. Były to Aleje Jerozolimskie pomiędzy Marszałkowską a Kruczą, jeden z ostatnich w śródmieściu rezerwatów na wpół zrujnowanych przez wojnę kamienic i jedno z ostatnich centrów prywatnych sklepów, warsztatów, malutkich fabryczek, przedsiębiorstw, firm. Przez ostatnie dziesięć lat tętniło bujne życie w tych potrzaskanych, odrapanych, do połowy wypalonych, a potem odremontowanych naprędce domach; było to jednak życie chwili, życie bez przyszłości, ustępujące ciągle miejsca wielkiej, planowej odbudowie.
Weszli do bramy, Olimpia zadzwoniła, pociągając za sobą Halskiego w mrok wnęki. W ruchach jej była nerwowa ostrożność. Brama zawarła się za nimi z głośnym szczękiem, przeszli ciemne podwórze, Olimpia wyjęła futerał z kluczami z torebki i otworzyła drzwi w jednej z oficyn, na parterze. (...) Halski wszedł za nią po schodach do dużego i wysokiego pokoju, typowego dla starych warszawskich kamienic z początków stulecia.
(...) - Pięknie pani mieszka jak na warszawskie stosunki.
- Cóż z tego - rzekła Olimpia. - Dom jest przeznaczony do rozbiórki. Trzeba będzie zlikwidować to tutaj i sklep. A w Warszawie coraz, trudniej o ruiny do remontu - dla inicjatywy prywatnej - uśmiechnęła się." str. 116 i 118


7. ALEJE JEROZOLIMSKIE MIĘDZY KRUCZĄ A MARSZAŁKOWSKĄ, gdzie Halski został pobity przez dwóch oprychów, ujrzał płonące białe oczy i otrzymał pomoc od człowieka w meloniku.



"Halski wyszedł na ulicę zupełnie pustą. Ruszył w kierunku Marszałkowskiej.
Naprzeciw szło dwóch facetów, niewyraźnych w brudnym powietrzu brzasku. Szli szybko, wprost na niego. Serce Halskiego zabiło gwałtownie, poczuł strach, lecz wiedział, że będzie musiał przyjąć walkę, był na nią gotów mimo wewnętrznego bezhołowia uczuć, z którego nie mógł w tej chwili wyciągnąć żadnego jasnego wniosku, decyzji czy nakazu." str. 125

---

Twardzi są warszawscy kelnerzy, szatniarze, barmani, muzycy z nocnych lokali. Życie ich upływa w nieustannej walce. Wobec pertraktacji z pijanym warszawiakiem praca w kamieniołomach wydaje się fabrykowaniem dziecięcych baloników. Starożytni galernicy uciekliby w popłochu na widok katorżniczej roboty, jaką wykonuje warszawski kelner w sobotnie wieczory, zaraz po pierwszym każdego miesiąca. Toteż kelnerzy ci mają twarde serce, nic nie jest w stanie ich wzruszyć, rozpogodzić, przejąć sympatią dla świata. Nic - ani uprzejmość, ani ubóstwo, ani młodzieńcza naiwność, ani radość życia. Imponuje im moc, urzeka ich siła i twardość innych, korzą się tylko przed realnymi korzyściami. Gotowi są służyć tym wątpliwym wartościom, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo czynią niesłusznie. Usprawiedliwia ich jedno: atmosfera nocnego lokalu, w którym spędzają życie...

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Name:


Komentarze:

01.11.2006 :: 12:26 :: ownlog.com
zly
Co do dokładnej lokalizacji knajpy na Marszałkowskiej między placami Zbawiciela i Unii Lubelskiej oraz mieszkania Olimpii Szuwar, to nie jestem ich do końca pewien. Jeśli więc macie jakieś sugestie, to piszcie śmiało.

Don Paolo