Link 05.11.2006 :: 20:04
Komentuj (0)
CZĘŚĆ TRZECIA
ROZDZIAŁ 1
1.
DWORZEC GŁÓWNY na rogu Towarowej i Alej Jerozolimskich, w barze którego pobity na Inflanckiej Meto wypił setkę podaną mu przez znajomego kelnera Gutka.
"Dotarł do Dworca Głównego od strony Twardej. Zaśmiecona hała zapełniała się opuszczającymi podmiejskie pociągi ludźmi. Przeciskał się w stronę sal bufetowych, nie zauważając nawet, z jaką odrazą ludzie usuwają się przed nim z drogi. W sali restauracyjnej na poły siedzieli, na poły leżeli zmięci, zmęczeni podróżni, spali kładąc nieświeże, tłuste twarze na podesłanych ramionach, opartych o nakryte brudnymi, papierowymi serwetami stoły." str. 155
2.
ULICA PAŃSKA, przy której znajdował się zakład krawiecki Izydora Tkaczyka, w którym Meto spotkał Moryca i Kruszynę. Mógł się on mieścić w którejkolwiek z kamienic po parzystej (północnej) stronie ulicy Śliskiej, między Twardą a ówczesną nowo-wytyczoną Marchlewskiego (dziś Jana Pawła II). Wszystkie domy po tej stronie ulicy miały bowiem przejście na podwórka sąsiadujących z nimi kamienic przy Pańskiej oraz zostały częściowo zburzone w czasie wojny, co pasuje do opisu.
"Meto szedł wolno pod ciemnymi murami ulicy Towarowej Poranek był pochmurny, mglisty, zimny. Skręcił w Srebrną, po czym Żelazną dotarł do Śliskiej. Wszedł do bramy jednej z kamienic: była to ponura, ogromna czynszówka o czarnych ścianach i wąskich, zastawionych żywnością oknach, jeden z tych warszawskich domów, w którym na pierwszy rzut oka widać, że mieszka w nim czterokrotnie więcej ludzi, niż zawiera on pomieszczeń, łącznie ze schodami, piwnicami, suterenami, strychem i tak zwaną górą. Meto minął pierwsze podwórze, studniaste, ciemne, o odrapanych murach, pełnych nikomu niepotrzebnych, żelaznych balkonów, po czym wszedł do oficyny w drugim podwórzu; stały tu wypalone od - drugiego piętra, częściowo odremontowane ściany, mieszkania wisiały nieoczekiwanie i fantastycznie: nad pustym wyimkiem wypalonego skrzydła domu, pomiędzy zerwanymi piętrami, jak drewniane budy z desek z oknami, umocowane gdzieś hen, wysoko między resztkami murów, zawieszone pomiędzy ołowianym niebem a śmietnikiem i trzepakiem podgórza. Meto wszedł na cuchnącą kocim łajnem klatkę schodową: nie było tu schodów, w górę wiodła murarska pochylnia z nabitymi poprzeczkami zamiast stopni. Wdrapał się na pierwsze piętro i zadzwonił do drzwi zdobnych w szklaną tabliczkę z napisem: "Izydor Tkaczyk - Krawiec"." str. 157
3.
ULICA BRZESKA, na której mieszkał Meto.
"- Nie poznaję cię. Meto - rzekł wolno Kruszyna. - Ktoś cię skosił na Inflanckiej jak ostatnią szmatę, a - ty idziesz spokojnie do domu. Może zapiszesz się do ZMP? Tam tylko czekają na ciebie. Dostaniesz robotę jako woźny i mieszkanie na Starówce. Coś nowego... Meto! Słynny kosior z prawobrzeżnej Warszawy, chluba ulicy Brzeskiej... Nie poszukasz tego kogoś?" str. 183
----------------------------------------------------------------------------------------------------