Link 05.09.2007 :: 14:47
Komentuj (0)
CZĘŚĆ SIÓDMA
ROZDZIAŁ 4
Akcja rozdziału rozgrywa się w budynku spółdzielni „Woreczek”.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Link 05.09.2007 :: 16:01
Komentuj (2)
CZĘŚĆ SIÓDMA
ROZDZIAŁ 5
1.
PRZEŚWIT NA ULICY PRZEMYSŁOWEJ, gdzie zaparkować miał Kruszyna, tworząc w tym miejscu centrum nielegalnej dystrybucji biletów na mecz Polska-Węgry. W tym samym miejscu swoją Warszawę zaparkował też Gienek Śmigło.
„Po kwadransie Kruszyna i Zylbersztajn wyświeżeni, o mokrych, przyczesanych włosach, pili na stojąco herbatę. — Macie tę walizkę — powiedział Merynos, podając Lowie walizkę z żółtej skóry — to na forsę. Sprawa jest prosta: bierzecie humbera i jedziecie już teraz na dół, w pobliże stadionu, bo tam zamkną wszystkie dojścia dla ruchu kołowego. Zaparkujecie wóz w tych blokach mieszkalnych na Przemysłowej, wiesz, Robert, tam jest taki prześwit i wjazd dla aut. — Znam — rzekł bez namysłu Kruszyna — wiem bez pudła. Pusto „tam i spokojnie. — To, to — rzekł Merynos skwapliwie — tam zaparkujecie. O miejscu postoju mogą wiedzieć tylko koniki i ludzie z wydziału biletowego. Będą przychodzić po bilety i stamtąd roznosić na miasto. W ten sposób urzędujecie w samym oku cyklonu.” str.699
2.
ULICA MOKOTOWSKA, na której Zylbersztajn rozdał konikom jedną z partii biletów.
„— Chłopaki — rzekł Zylbersztajn do kilku koników w nasuniętych na oczy oprychówkach w bramie obdrapanej kamienicy przy ulicy Mokotowskiej — tu macie po pięćdziesiąt sztuk. Sprzedajecie teraz… — spojrzał na zegarek, dochodziła dziesiąta — po sto złotych od sztuki. Za godzinę czekam na was na placu Zbawiciela, przed kościołem. Kto sprzeda swoje, przyjdzie po nową transzę. Biletów jest od metra, nie oszczędzać, nie certować się, ładować.” str.701
3.
PLAC ZBAWICIELA, POD KOŚCIOŁEM, gdzie po godzinie miał czekać na koników Zylbersztajn.
4.
OKOLICE SKRZYŻOWANIA ALEJ UJAZDOWSKICH I PIĘKNEJ, gdzie było jedno z miejsc pracy koników.
„Nie dochodząc do bramy Filip Merynos spotkał Szaję. — Panie prezesie — rzekł Szaja, zasłaniając uniesionym kołnierzem od marynarki usta przed kurzem — mam tu ludzi. Co z nimi robić? — Ilu masz? — spytał Merynos. — Dużo — uśmiechnął się bezzębnie Szaja — i coraz to ciągną nowi. — Bilety dostałeś od Kruszyny? — Dostałem. — To daj pierwszej setce bilety, niech się walcują w pobliże Alei i Pięknej i niech rozrabiają. Koniki będą mogli lepiej pracować w takim bardaku, rozumiesz? — Rozumiem — uśmiechnął się poufale Szaja — globus to pan ma, panie prezesie — dodał ze szczerym podziwem.” str.702
5.
SZALET NA PLACU GRZYBOWSKIM, gdzie Szaja "stał na cynku".
„Ty, Szaja, masz tam stać na cynku i nie ruszać się — wskazał ręką szalet na placu Grzybowskim — pójdziesz razem ze mną. — Dobra — rzekł Szaja. Merynos wszedł w bramę.” str. 702
6.
MAGAZYNY SPÓŁDZIELNI „WORECZEK” NA TYŁACH ULICY BAGNO. To tam był ukryty obywatel Kudłaty.
„Merynos wysiadł, wyjął z auta czarny, połyskliwy kufer lotniczy z drogiej skóry i ruszył okrężną drogą przez rozbebeszone posesje i place budowy. Po chwili wkroczył od tyłu na podwórze posesji przy ulicy Bagno. Pełno tu było starego złomu szmelcowego, zardzewiałe resztki żelaznych łóżek walały się po kątach wśród zwojów niepotrzebnych, przeżartych pleśnią kabli, resztki starych karoserii samochodowych dogorywały na kikutach błotników. Kurzliwy wicher hulał wśród tego cmentarzyska, zacierając kontury kształtów tumanami rdzawego pyłu. Merynos rozejrzał się na wszystkie strony, pochylając głowę w ochronie przed wichurą: gdyby nie wiatr, byłoby tu martwo i cicho. Dotarł do budy ze starych, ciemnych desek, zdjął kłódkę i znikł za plugawymi drzwiami z napisem: „Spółdzielnia WORECZEK — Magazyny”.” str.704
7.
RÓG ROZBRAT I GÓRNOŚLĄSKIEJ, gdzie Merynos zaparkował swój samochód przed wkroczeniem do akcji.
„Filip Merynos zaparkował małego wanderera na rogu ulic Rozbrat i Górnośląskiej. Zamknął starannie wóz i ruszył w kierunku Łazienkowskiej. Tu, na dole, poniżej skarpy, wicher jakby mniej dokuczał.” str.708
8.
STADION LEGII PRZY ŁAZIENKOWSKIEJ 3, gdzie odbył się mecz Polska-Węgry.
„Wijąca się w dół ulica Myśliwiecka zdawała się poruszać, płynąć w stronę stadionu. Tłum był tu nieco rozluźniony, lecz bardzo liczny. — W tym coś jest — rzekł ZŁY. do Genka — masz rację. Czuję w powietrzu aferę… Gdzie to się wszystko pomieści? — dodał rozglądając się wokoło, po czym spojrzał na zegarek — godzina jest dopiero wpół do piątej. — Stadion podobno pełen po brzegi — powiedział obok jakiś średniego wzrostu facet, włączając się do rozmowy” str.714
---
Warszawski kurz...
Warszawski kurz i pył lat odbudowy…
Jeden z filozofów obliczył, że warszawiacy wdychali wtedy cztery cegły rocznie. Warszawiacy oddychali budową — nie była to metafora, lecz ciężka, zakurzona, ceglana i pylasta prawda. Trzeba zaś bardzo kochać swe miasto, by odbudowywać je za cenę własnego oddechu. I może dlatego Warszawa z pobojowiska gruzów i ruin stała się znów dawną Warszawą, wieczną Warszawą, tą samą Warszawą — mimo nowych kształtów ulic i konturów domów — że warszawiacy powołali ją do życia, tchnąwszy w jej ceglane ciało swój własny, gorący oddech.
----------------------------------------------------------------------------------------------------