[80] Kruszyna z Merynosem porzucili ciało Kubusia POD WIADUKTEM MOSTU PONIATOWSKIEGO, u podnóża skarpy, przy południowej jezdni Alei 3 Maja.

Na ulicy Bagno stało małe, ciemne auto: na przednim siedzeniu kulił się, tępo przed siebie wpatrzony Kruszyna. Człowiek w płaszczu usiadł za kierownicą i auto pobiegło szybko pustymi ulicami. Przeleciało Świętokrzyską do Nowego Światu, po czym Tamką w dół, Dobrą i Czerwonego Krzyża aż do czarnego, ogromnego wiaduktu mostu Poniatowskiego. Z głuchym echem przejechało pod potężnym sklepieniem z żelaznych wiązań i betonowych łuków i wjechało w źle brukowaną ulicę u podnóża skarpy, na której za wysokim, żelaznym ogrodzeniem z masywnych, zakończonych jak lance sztachet, wznosiły się ku miastu tarasy Muzeum Wojska Polskiego. Czarne sylwetki dział, haubic, starych kartaczownic, kolubryn i hakownic ciągnęły się równymi rzędami nad balustradami tarasów. Po lewej stronie rozciągała się trawiasta płaszczyzna Centralnego Parku, przerżnięta nowymi ścieżkami i alejkami i usiana wątłymi pieńkami młodych drzewek; przytrzymujące je paliki rysowały się wyraźnie na tle jasnogranatowego, rozgwieżdżonego nieba. Rzadkie lampy na wysokich słupach rozsiewały więcej cieni niż światła. Auto zatrzymało się, człowiek w płaszczu wysiadł i rozejrzał się uważnie wokoło. Było tu cicho, nago i pusto wśród majowej nocy, przerywanej rzadkim łoskotem nocnych tramwajów na wiadukcie. Człowiek w płaszczu gwizdnął cicho, Kruszyna wyskoczył z auta, otworzył tylne drzwiczki i wspólnymi siłami wyjęli zwłoki. Ponieśli je parę kroków od ulicy i zwalili ciężko w wysokie chwasty i burzany nie pielęgnowanego trawnika. Człowiek w płaszczu sięgnął do kieszeni, wyjął złożoną w ósemkę ćwiartkę papieru, pokrytą maszynowym pismem, rozwinął ją i przypiął starannie agrafką do zbrukanej marynarki Kubusia. Ciepły wiatr od Wisły, świeży i wonny, załopotał leciutko papierem.
Name:

Komentarze:

08.09.2011, 11:03 :: 178.73.63.16
warszawiak
Na planie przebieg ulicy Prusa fikcyjny w parku na Powiślu były gruzy żadnych ulic nie było.