część 4 | rozdział 3


Link | Komentuj (5)

MIEJSCA, W KTÓRYCH DOKONYWANO WERBUNKU DO BANDY KRUSZYNY:

- [58] ALEJA NIEPODLEGŁOŚCI

Ulica tonęła w słońcu. Był koniec kwietnia, dziewczęta jaśniały kolorami spódnic i obcisłych sweterków, na widok których twarze mężczyzn spinały się ambicją i wolą zwycięstw. Rozłożysta aleja Niepodległości rozkopana była pośrodku rowami zakładanych przewodów. Wiosenny deszcz, zmieszany z gliną wykopów, zostawiał po sobie obszerne, żółte kałuże.
Przy układaniu płyt chodnikowych śmiało się kilku młodych robotników w utaplanych, granatowych drelichach.


- [59] PARK SKARYSZEWSKI

Kwietniowy wieczór w parku Skaryszewskim pełen jest melodii i zapachów. Od kamionkowskich stawów ciągnie wilgotny, gorzki powiew, rzadko rozstawione ławki obsadzone są przez pojedyncze pary. Od pobliskiego wesołego miasteczka na Zielenieckiej dobiegają strzępy melodii z karuzelowych adapterów i okrzyki z huśtawek, krzewy i aleje pełne są westchnień i szeptów.

- [60] PUŁAWSKA RÓG RAKOWIECKIEJ, naprzeciwko nieistniejącego już dziś Kina Moskwa (Puławska 19). Po raz kolejny Tyrmand nie wymienia nazwy kina, która w owym okresie mogła kojarzyć się pejoratywnie.


fotopolska.eu

Bulwarowy charakter ulicy Puławskiej nęci spacerowiczów, zwłaszcza w pogodne, kwietniowe zmierzchy, gdy niebo staje się liliowe, a przejrzystość powietrza sprawia wrażenie delikatnej, drgającej siateczki wokół spojrzeń i oddechów. Zbieg Puławskiej i Rakowieckiej, naprzeciw wielkiego kina, stanowi zatem ulubione miejsce promenad mieszkańców dzielnicy. Nikt nie zwraca tu uwagi na grupkę krzepkich, opalonych wyrostków w jednej z bram.

- [61] ULICA WSPÓLNA

Na rusztowaniu drugiego piętra wykańczanego bloku przy ulicy Wspólnej stało dwóch młodych ludzi uwalanych wapnem, w cyklistówkach wciśniętych w ten sposób na głowy, że jasne strąki przyduszonych włosów tworzyły rodzaj potarganej aureoli nad twarzami o rysach grubych, lecz wesołych.

[62] SKLEP SPOŻYWCZY NA LWOWSKIEJ, w którym Kruszyna rozmawiał z Szają, znajdował się na południowo-zachodnim krańcu Koszykowej, vis a vis Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej.

— Dam ci znać — rzekł Kruszyna.
Po czym wstał, narzucił płaszcz i wyszedł bez pożegnania z pokoju. Przeszedł ciasny, niechlujny sklepik spożywczy, za ladą stała chuda kobieta o nieczystej cerze i kłóciła się jazgotliwie z tłumkiem klientów, i wyszedł na ulicę Lwowską, cienistą, mimo słońca, w obudowie wielkich, secesyjnych kamienic.


[63] Selekcja do bandy Kruszyny odbyła się w wykańczanym właśnie gmachu przyszłego HOTELU MDM, działającego do dziś przy Placu Konstytucji 1.

Właśnie w sercu Warszawy, na emdeemowskim placu, stał przez pewien czas taki gmach — wielki, pięciopiętrowy, rozłożysty. Budowany był jako hotel, trzeba zaś przyznać, że współczesne hotele w chwilach potrzeby spełniać mogą role różne a ważne; ostatecznie był czas, gdy połowa życia państwowego i politycznego kraju koncentrowała się w warszawskim hotelu „Polonia”, Te tradycje żyły jeszcze i zanim ów gmach na MDM–ie rozpoczął przeznaczony mu żywot hotelu, różne centralne zarządy i komisje, sezonowe i efemeryczne, postarały się o pozwolenie na urządzenie w nim swych biur, zadowoliły się one przepierzeniami z desek miast ścian na kondygnacjach nie wykończonego gmachu oraz pochylniami murarskimi miast schodów. Po niejakim czasie komisje zakończyły swą egzystencję i życie jakby uleciało z tego gmachu, świecącego za dnia zdrowym rumieńcem świeżej cegły, lecz pustego wewnątrz i martwego. (…) O godzinie wpół do jedenastej wieczorem zatrzymała się przed gmachem niedoszłego hotelu buldogowata ciężarówka marki „Chevrolet”, zwana przez warszawskich szoferów kanadyjką. Z szoferki wysiadł Robert Kruszyna i rzekł do siedzącego za kierownicą Meteora: — Zaczekaj chwilę. — Z tyłu, z platformy ciężarówki zeskoczył Szaja i rzucił: Proszę za mną. — Po czym obydwaj przekroczyli wątłe, nadłamane ogrodzenie z desek i weszli do gmachu.

[64] Samochód Egipcjanina Jussufa zniszczony został na WYBRZEŻU KOŚCIUSZKOWSKIM - na północ od Mostu Poniatowskiego, przy nitce jezdni prowadzącej w kierunku Żoliborza.

Meteor zapuścił i buldogowaty chevrolet potoczył się ku Pięknej. Meteor prowadził szybko i pewnie pustawymi o tej porze ulicami. Przetoczył się Mokotowską, przeciął plac Trzech Krzyży, skręcił w Aleje Jerozolimskie ku Wiśle i zjechał ślimakiem w dół, na Wybrzeże Kościuszkowskie. Tu zwolnił i jechał wśród gazonów nadwiślańskiego bulwaru, rozglądając się na beki, jakby czegoś wypatrywał. Po chwili cicho przyhamował, o pięćdziesiąt metrów dalej ciemniała sylwetka nowoczesnego auta.

[65] KOMISARIAT MO, na który pojechano zgłosić uszkodzenie wozu, znajdował się przy Bednarskiej 23.

Gdy oliwkowy humber skręcił w Bednarską, pan w meloniku wrzucił z wysiłkiem drugi bieg, zaś jego stalowy rumak, pykając z wytężenia, rozpoczął wspinanie się pod górę. Gdy humber przyhamował przed komisariatem milicji, pan w meloniku złapał gorączkowo, lecz przytomnie za umieszczony na zewnątrz, za burtą nadwozia hamulec i przystanął o kilkadziesiąt metrów z tyłu, po czym wysiadł i własnymi plecami podparł wierny środek lokomocji, który wyrażał zdecydowaną tendencję do powrotnego staczania się po pochyłej stromiźnie ulicy Bednarskiej.

[66] WARSZTAT INŻYNIERA WILGI znajdował się w kamienicy na Krochmalnej. Mogła ona stać zarówno na odcinku ulicy ciągnącym się na zachód, jak i na wschód od Żelaznej. Po obu jej stronach stały jeszcze wówczas zwarte pierzeje zniszczonych w czasie wojny domów. Dziś zachodni odcinek Krochmalnej zniknął już całkiem z planów Warszawy. Na wschodnim zachowały się zaś tylko narożne kamienice u zbiegu z Żelazną.

W ten sposób, trzymając się bohatersko szybkiej angielskiej maszyny, przebiegł ulicę Królewską, Graniczną, Grzybowską, Żelazną, odprowadzając pięknego humbera aż do odrapanej kamienicy przy ulicy Krochmalnej, w której bramie wóz znikł. Pan w meloniku wysiadł ze swego zadyszanego pojazdu i zbliżył się do bramy; z boku, wśród wielu innych tabliczek i szyldów, odczytał napis: „Inż. Albert Wilga — Warsztaty samochodowe — Części zamienne — Naprawa”.




mapa

część 1
część 2
część 3
część 4
część 5
część 6
część 7

epilog


© Leopold Tyrmand
"Zły", Warszawa 1955

© Paweł Kozdrowicz
pkozdrowicz@gmail.com